sobota, 30 marca 2013

Czerwone Wierchy 2011

Ponad 1000 tysiąc wyświetleń, najczęściej czytana relacja na moim blogu. Warto więc usiąść  i poświęcić chwilę na udoskonalenie jej. Dziś zapraszam do przeglądania odświeżonej i poprawionej relacji z zdobycia Czerwonych Wierchów w Tatrach. Wycieczka odbyła się w wakacje 2011 roku, zaś sama relacja pojawiła się na blogu w 2013 roku.



Historia zdobycia Czerwonych Wierchów sięga jeszcze 2008 roku. Właśnie to wtedy padł po raz pierwszy pomysł zdobycia tych czterech dwutysięczników. Niestety podczas naszych kolejnych wyjazdów do Zakopanego nie udało nam się ich zdobyć. Przeważnie powodem tego był brak kondycji (wygrywał rozsądek, odpuszczaliśmy pchanie się w takie góry bez kondycji), ale także i pogoda czy złe planowanie wycieczek (pozostawienie Czerwonych Wierchów na sam koniec) uniemożliwiały nam zdobycie masywu. W końcu jednak musiało dojść do tego, że Czerwone Wierchy dołączą do naszych górskich zdobyczy.

2011 rok, razem z rodzicami oraz znajomymi wybieramy się, zresztą jak co roku, na wakacje do Zakopanego. Różnica między poprzednimi wycieczkami jest jednak znaczna, tym razem jedziemy z myślą, że jako pierwsze, jako nasz główny cel będzie zdobycie Czerwonych Wierchów. Za cel obieramy sobie drogę z Kuźnic niebieskim szlakiem przez Halę Kondratową na przełęcz pod Kopą Kondracką zielonym szlakiem, dalej już masywem Czerwonych Wierchów czerwonym szlakiem na Chudą Przełęcz, schodząc czerwonym szlakiem do Doliny Kościeliskiej.

Nie wszyscy turyści wybierający się w Tatry (mam nadzieję, że odwiedzający mój blog nie zaliczają się do nich), wiedzą czym są Czerwone Wierchy. Dlatego warto zacząć bezpośrednią relację z wycieczki od zamieszczenia informacji o całym masywie:

Czerwone Wierchy to masyw górski w Tatrach Zachodnich składający się z czterech szczytów (od zachodu):
Kopa Kondracka - 2005 m.n.p.m.
Małołączniak - 2096 m.n.p.m.
Krzesanica - 2122 m.n.p.m.
Ciemniak - 2096 m.n.p.m.
Budowa Czerwonych Wierchów jest dość zróżnicowana geologicznie. Trzon masywu zbudowany jest ze skał osadowych, a wierzchołki przykryte są płaszczem skał krystalicznych. Pod szczytami znajdują się kotły lodowcowe. W masywie Czerwonych Wierchów znajduje się wiele jaskiń.
Wiele osób zastanawia się dlaczego te 4 góry nazywane są Czerwonymi Wierchami, otóż rośnie na nich pewna roślina o nazwie sit skucina, która jesienią (często już w połowie lata) przebarwia się na czerwono stąd ta nazwa.


A poniżej mapka prezentująca naszą trasę:
Fot. Mapka.

14 sierpnia 2011 r. (niedziela), wstajemy o godzinie 6:00. Ja, rodzice i nasi znajomi tuż po godzinie 7.00 wyruszamy z naszych kwater na przystanek przy Krupówkach, skąd mamy zamiar dostać się do Kuźnic. Docieramy tam o godzinie 8:00 i od razu bez żadnych przerw ruszamy na szlak. Oczywiście uprzednio kupując bilety w kasie TPN. Odnajdujemy niebieski szlak i ruszamy w kierunku Hali Kondratowej. Tempo rzucamy bardzo mocne i po 20 minutach mijamy z prawej strony schronisko na Kalatówkach. Tutaj może warto dodać trochę informacji o samym schronisku.


Schronisko, a raczej Hotel Górski znajdujący się na polanie Kalatówki w Zakopanem. Położony jest na wysokości 1198 m n.p.m. na morenie u podnóża Krokwi. Do hotelu prowadzi brukowana granitowymi kamieniami (tzw. „kocie łby”) Droga Brata Alberta z Kuźnic, zamknięta jednak dla pojazdów samochodowych. Hotel wybudowany został przez Tatrzańskie Towarzystwo Narciarzy na potrzeby narciarskich Mistrzostw Świata FIS w 1938 roku. Zarządzany jest przez PTTK. Posiada 86 miejsc noclegowych o wysokim standardzie w pokojach 1-, 2- i 5-osobowych oraz apartamenty. W hotelu jest restauracja, dwie kawiarnie, siłownia, sauna, wypożyczalnia sprzętu narciarskiego. 

Fot. Schronisko na Kalatówkach.

Fot. Pogoda dopisuje.

Pogoda nam dopisuje, słońce świeci, a niebo błękitne. Nie robimy przerw, dalej mocnym tempem wędrujemy w kierunku Hali Kondratowej, gdzie docieramy tuż po godzinie 9:00. Wyłania nam się w końcu widok Schroniska PTTK na Hali Kondratowej. Warto też i tutaj dodać trochę informacji o schronisku.

Schronisko PTTK na Hali Kondratowej im. Władysława Krygowskiego położone jest na Polanie Kondratowej w Tatrach Zachodnich, u stóp masywu Giewontu. Znajduje się na wysokości 1333 m n.p.m. Jest to najmniejsze schronisko polskich Tatr (600 m³), dysponujące 20 miejscami w pokojach 6- i 8-osobowych. Schronisko prowadzi przechowalnię nart, gospodę i bufet.


W samym schronisku robimy sobie w końcu pierwszą dłuższą przerwę na jakiś posiłek. Siedzimy na zewnątrz, więc możemy obserwować stąd podejście na przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m.n.p.m.). Przed nami spore wyzwanie. 

Fot. Powoli wyłania się Giewont.

Fot. Już prawie w schronisku.

Fot. Pierwszy widok na dzisiejsze pierwsze podejście.

Tuż przed godziną 10:00 kończymy naszą przerwę i opuszczamy schronisko PTTK na Hali Kondratowej. Spoglądamy przed siebie, przed nami nasza droga na przełęcz i ruszamy za zielonymi znakami szlaku turystycznego przed siebie. Krótka płaska droga doprowadza nas do podejścia. Według mapy powinno nam zająć 1h 20 min. Ruszamy stopniowo zdobywając wysokość.

Fot. W drodze na przełęcz pod Kopą Kondracką.

Fot. Giewont (1894 m.n.p.m.).

Fot. Coraz wyżej.

Fot. I wyżej.

W górnej części szlak wiedzie nas zakosami. Samo podejście zajmuje nam jednak trochę więcej niż podano na mapie. Na przełęczy meldujemy się o godzinie 11:00, a samo podejście zajęło nam 1h 40 min. Niestety gdy docieramy na przełęcz zaczynamy obserwować zmianę pogody, na bezchmurnym do tej pory niebie zaczynają się pojawiać chmury. Zgodnie jednak decydujemy, że nie są to raczej chmury deszczowe. Więc robimy sobie po dość ciężkim podejściu przerwę, po której ruszamy w dalszą drogę.

Fot. I jesteśmy na przełęczy.

Fot. Kopa Kondracka, w tle Giewont.

Fot. W stronę Kasprowego Wierchu.

Fot. Podejście.

Rozpoczynamy podejście na Kopę Kondracką (2005 m.n.p.m.). Mamy już jakąś wysokość, więc podejście nie sprawia nam większego problemu. Na szczycie meldujemy się kwadrans po 12:00. W tym miejscu także robimy przerwę, a to za sprawą akcji TOPR. Ratownicy Tatrzańskiego Pogotowia przylecieli śmigłowcem tuż pod Giewont, a dokładniej na szlak prowadzący na ten szczyt z Doliny Małej Łąki. Gdy śmigłowiec odlatuje kończymy naszą przerwę i ruszamy w dalszą drogę.

Fot. Widok na Tatry Wysokie w dole przełęcz pod Kopą Kondracką.

Fot. Giewont, na dole widać helikopter TOPR.

Kolejny szczyt na naszej drodze to Mąłołączniak (2096 m.n.p.m.). Niestety, żeby się tam dostać, musimy zjeść na Małołącką Przełęcz, która znajduje się na wysokości (1924 m.n.p.m.), by następnie wejść na wysokość 2096 m.n.p.m.. Nie jesteśmy jeszcze na tyle zmęczeni więc sprawnie pokonujemy ten odcinek i o godzinie 13:20 meldujemy się na szczycie. Niestety na szczycie zaczynają się pojawiać pierwsze oznaki zmęczenia u naszych znajomych. Podczas przerwy, którą robimy także i tutaj, dywagujemy na temat dalszej drogi. Informuję znajomych, że mamy teraz trzy możliwości: albo idziemy dalej, albo wracamy, albo schodzimy niebieskim szlakiem na Miętusi Przysłop. Nasi znajomi to starsze małżeństwo, jednakże podchodzą dość ambitnie i decydujemy się na pierwszą opcję. A więc ruszamy w dalszą drogę.

Fot. Kopa Kondracka.

Fot. Tatry Wysokie.

Fot. Tatry po Słowackiej stronie.

Na nasz następny szczyt, czyli Krzesanicę (2122 m.n.p.m.), docieramy o godzinie 13:50. Tak jak i poprzednio, także i tutaj trzeba wpierw zejść na Litworową Przełęcz (2037 m.n.p.m.), by następnie wejść na wierzchołek Krzesanicy. W tym miejscu nie ma aż tak dużego  przewyższenia do pokonania jak w przypadku podejścia na Małołączniak. Zmęczeni trochę, jednak pokonujemy je w miarę sprawnie. Warto wspomnieć, że Krzesanica jest szczytem najwyższym w całym masywie Czerwonych Wierchów.

Fot. Urwisko.

Fot. Ciemniak.

Po krótkiej przerwie na Krzesanicy ruszamy w dalszą drogę. Został nam do zdobycia ostatni z czterech Czerwonych Wierchów, a mianowicie Ciemniak (2096 m.n.p.m.). Tak jak i poprzednio musimy znów zejść, tym razem na Mułową Przełęcz (2067 m.n.p.m.), by następnie wejść i zdobyć ten ostatni z Czerwonych Wierchów szczyt. Meldujemy się tam o godzinie 14:25. Pogoda jak można zauważyć na zdjęciach, w miarę nam dopisuje. Jest pochmurno, słońce za chmurami, ale najważniejsze, że nie pada. Jako, że przed nami zostaje tylko zejście do Doliny Kościeliskiej robimy sobie kolejną przerwę na szczycie po której rozpoczynamy zejście w kierunku Chudej Przełęczy. Na mapie samo te podejście/zejście nie wygląda tak źle. Rzeczywistość jest jednak inna i zaczynamy bardzo długie zejście.

Fot. Krzesanica.

Fot. Tatry Wysokie.

Fot. Tatry Zachodnie.

Fot. Kominiarski Wierch.

Zgodnie z przewodnikiem powinniśmy zejść w ciągu 2 h 35 minut. Niestety w trakcie zejście pojawiają się problemy z naszą znajomą, której, że się tak dość kolokwialnie wyrażę „nogi zaczynają odmawiać posłuszeństwa”. W pewnym momencie jesteśmy już świadomi, że trzeba będzie wzywać ratowników TOPR. Na szczęście powoli udaje nam się pokonać to piekielnie długie zejście i w końcu docieramy do Doliny Kościeliskiej, gdzie dalej już płaską drogą dochodzimy do Kir. Całe to zejście zajęło nam blisko 4 godziny. Z przygodami, ale jednak zadowoleni docieramy do busa i ruszamy w kierunku Zakopanego, z świadomością, że mamy w końcu zdobyte Czerwone Wierchy.

Fot. Zejście.

Podsumowując całą wycieczkę zaliczam do tych udanych, a nawet do tych najlepszych w moim życiu turystycznym. Polecam wszystkim (już w miarę doświadczonym w Tatrach) turystom zdobycie Czerwonych Wierchów. Co mogę doradzić? Na pewno mogę doradzić to żeby wybrać się tam od strony Kuźnic (łatwiejsze podejście), gdyż wchodząc do strony Doliny Kościeliskiej czeka na każdego dość monotonne i bardzo długie podejście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz