Babia Góra (1725 m.n.p.m.)

Babia Góra to masyw górski w Paśmie Babiogórskim należącym do Beskidu Żywieckiego w Beskidach Zachodnich. Najwyższym szczytem jest Diablak (1725 m.n.p.m.). Zapraszam.

Trasa:

Zawoja Policzne – Sulowa Cyrhla – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Przełęcz Brona – Diablak (Babia Góra) – Sokolica – Przełęcz Krowiarki

Długość: 13 km

Punkty GOT: 27 pkt.

Szczyty do Korony Gór Polski: 1

Mapa:

Relacja:

W maju postanowiłem wybrać się na górską wycieczkę razem z Oddziałem PTTK Tryton w Nysie. Tak się składa, że przypadło mi również pilotować tą grupę, bowiem zgodnie z regulaminem Babiogórskiego Parku Narodowego po ich szlakach prowadzić mogą tylko Przewodnicy Beskidzcy – udało nam się wynająć przewodnika na naszą wycieczkę. Sama wycieczka odbyć się miała w ramach nowego cyklu Trytonki na Beskidzkim Szlaku. Przygotowując wycieczkę plan zrodził nam się taki, aby pojechać wcześnie rano do Zawoi, zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego i wieczorem wrócić do Nysy, dzięki czemu mieliśmy mieć bardzo dużo czasu na zdobycie szczytu (plan zakładał, że będziemy mieć jednego kierowcę, który będzie musiał w czasie naszej wędrówki wykręcić pauzę).

W sobotę (20.05.2017 r.) razem z grupą Trytonków ruszam o godz. 5:00 z Nysy w stronę Głuchołaz i Prudnika, a dalej w kierunku Autostrady A4. Zgodnie z planem przed nami 4 godzinna droga do Zawoi Policzne skąd mamy wyruszyć na szlak. W drodze do Zawoi oczywiście organizujemy dla uczestników konkurs wiedzy z nagrodami, a także staram się przekazywać kilka informacji krajoznawczych o mijanych obiektach. Niestety z kilku przyczyn nasza droga się przedłuża i do Zawoi docieramy kilka minut przed godzina 11:00, tak więc mamy blisko 2 godziny opóźnienia.

W międzyczasie odbieramy naszego przewodnika, który dołącza do nas w Pszczynie. Daniel, bo tak ma na imię przekazuje nam, że posiada uprawnienia Przewodnika Beskidzkiego oraz uprawnienia na teren parku narodowego, a także, że specjalizuje się w panoramach i krajobrazach Beskidu Żywieckiego. W drodze do Zawoi przedstawia nam kilka informacji krajoznawczych o mijanych obiektach. Wracając do Zawoi, zostawiamy autobus na niewielkim parkingu w dzielnicy Policzne, zbieramy grupę i ruszamy za znakami niebieskiego szlaku turystycznego. Początkowo szlak prowadzi nas w miarę spokojnie i płasko. Zastanawiamy się w jaki sposób wejść na tą Babią Górę, skoro my idziemy, idziemy, a wysokości nie zdobywamy. Wędrując nasz przyrodnik Zbyszek przybliża nam liczne ciekawostki przyrodnicze – gonimy też naszego przewodnika, który z czołem grupy idzie nieco szybciej.

Nasz Zbyszek znawca przyrody.
Nasz Zbyszek znawca przyrody.
Zbyszek w swoim żywiole.
Zbyszek w swoim żywiole.

Tempo marszu jakie narzucił nasz przewodnik Daniel jest bardzo szybkie. Trochę inaczej jesteśmy nauczeni chodzić po górach. Chodząc skupiamy się raczej na opowiadaniu różnych ciekawostek co jakiś czas. Tutaj jednak cały czas idziemy przed siebie. Niestety tego tempa nie wytrzymuje nasz przyjaciel Zbyszek, którego musimy wesprzeć, aby cało dotarł do schroniska. Podejście rozpoczyna się tuż za Sulową Cyrhlą, gdzie już robi się bardziej stromo. Tutaj nasze tempo bardzo spada, a nasz przewodnik nadal cały czas z przodu z częścią grupy. Trochę mi się to nie podoba i jako kierownik grupy proszę go o zwolnienie tak aby iść tempem osoby idącej najwolniej.

Od Sulowej Cyrhli zmieniamy również szlak z niebieskiego na czarny, zgodnie z mapą z tego miejsce pozostaje nam 2 km podejścia do schroniska. Teraz czujemy, że łatwo nie przyjdzie zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego. Mniej więcej w połowie drogi do schroniska na polanie zatrzymujemy się na dłuższą przerwę, tutaj również dostrzegamy zmianę pogody. Gdy jeszcze przed chwilą cały masyw był widoczny, tak teraz nad szczyt nadciągnęła potężna mgła i chmury deszczowe. Niestety pogoda zaczyna psuć nasz plan, bowiem na szczyt mieliśmy wejść Percią Akademików, ale przy tej pogodzie wejście tam jest bardzo niebezpieczne.

Na przerwie przewodnik Daniel przedstawia nam widok z polany na okoliczne szczyty. Fenomenalnie przedstawia nam wszystkie widoczne szczyty. Po chwili wędrujemy już dalej spokojnym tempem zdobywamy cały czas wysokość i o godzinie 14:00 naszym oczom wyłania się Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach. Jest to schronisko górskie na północnych stokach Babiej Góry na wysokości 1180 m. Zostało wybudowane z inicjatywy prezesa Oddziału Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (później PTT) dr. Hugona Zapałowicza. Jego otwarcie nastąpiło 15 września 1906. Powstałe schronisko miało być odpowiedzią strony polskiej na silną ekspansję na tych terenach niemieckiego Beskidenverein.

W 1922 odbyła się pierwsza rozbudowa schroniska. Kolejne rozbudowy w latach 1925, 1926, 1931 i 1934 uczyniły obiekt przestronnym i nowoczesnym. We wrześniu 1934 do schroniska doprowadzono linię telefoniczną i wodociąg. Przed II wojną światową zdołano jeszcze rozbudować I piętro schroniska i nakryć dachem jego werandę. Podczas wojny schronisko przejęła oficjalnie krakowska sekcja Alpenverein. Gospodarz pozostał przedwojenny – Rudolf Wielgus, który, utrzymując dobre kontakty z niemiecką strażą graniczną, zdołał dokonać najbardziej potrzebnych remontów, a w styczniu 1945 uratował je przed spaleniem przez wycofujących się Niemców.

Po wojnie budynek nadal był użytkowany jako schronisko przez PTT i w 1950 po połączeniu PTT z PTK jego właścicielem został spadkobierca obu towarzystw – PTTK. W 1964 przeprowadzono remont generalny schroniska. Na przełomie maja i czerwca 2007 dokonano całkowitej rozbiórki pierwszego schroniska. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom stary obiekt nie został częściowo zachowany i przeniesiony do skansenu w Zawoi jako zabytek, lecz po decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków dokonano jego całkowitej likwidacji. Na miejscu rozebranego schroniska powstał nowy obiekt otwarty dla turystów 21 listopada 2009. W schronisku wyznaczoną mamy 40 minutową przerwę obiadową. Więcej nie możemy zrobić bowiem czas nas goni, a przed nami jeszcze spory odcinek drogi do pokonania na szczyt, a później jeszcze na parking na Przełęczy Krowiarki.

Widoki z polany.
Widoki z polany.
Widok na Sokolicę.
Widok na Sokolicę.
Świat Gór na szlaku.
Świat Gór na szlaku.
Trytonki przed schroniskiem.
Trytonki przed schroniskiem.
Schronisko PTTK Markowe Szczawiny.
Schronisko PTTK Markowe Szczawiny.

Z schroniska znów ruszamy tym razem szlakiem czerwonym w stronę Przełęczy Brona. Pogoda się nie poprawia nadal nad Babią Górą mgła, więc wejście Percią Akademików musimy odpuścić. Ruszamy i już od samego początku napotykamy strome podejście. Spokojnym tempem wędrujemy sobie, a o godzinie 15:20 docieramy na Przełęcz Brona. Jest to przełęcz położona w północno-zachodniej grani masywu Babiej Góry, pomiędzy Małą Babią Górą a Kościółkami. Przełęcz Brona dzieli masyw Babiej Góry na dwie nierówne części: część wschodnią ze szczytem Diablak oraz część zachodnią z Małą Babią Górą, czyli Cylem. Nazwę przełęczy utworzył w 1925 Kazimierz Sosnowski od staropolskiego słowa brona oznaczającego bramę. Dawniej mieszkańcy Zawoi przełęcz tę nazywali po prostu Siodełkiem lub Siodłem. Obecnie na przełęczy Brona krzyżują się trzy znakowane szlaki turystyczne i ścieżka edukacyjna „Babia Góra bez granic”. Na miejscu robimy sobie krótką przerwę na odpoczynek.

Po przerwie ruszamy dalej. Droga za przełęczą to już pasmo kosodrzewiny, która im wyżej docieramy powoli zanika, na poczet samych skał. Za przełęczą (jak i tuż przed nią) napytykamy leżące płaty śniegu. W pewnym momencie robi się nawet troszkę niebezpiecznie, bowiem docieramy do miejsca, w którym musimy przejść po płacie śniegu, mając z lewej strony niewielką przepaść. Podejście na Babią Górę robi się coraz bardziej strom, jednak systematycznie zdobywamy wysokość. Niestety gdy wychodzimy ponad pasmo kosodrzewiny, nic nas już nie osłania i uderza w nas silny wiatr, przez co idzie nam się ciężko i wędrujemy bardzo powoli. Nasza grupa oczywiście się dzieli, bowiem przewodnik ponownie tych słabszych zostawił z tyłu, a z mocniejszą częścią grupy jest jakieś 100-200 m. przed nami (ile dokładnie nie wiemy przez mgłę).

Za przełęczą pas kosodrzewiny.
Za przełęczą pas kosodrzewiny.
Trudny fragment na szlaku.
Trudny fragment na szlaku.

Ostatni fragment podejścia na Babią Górę jest bardzo stromy. Wędrując pokonujemy kolejne kamienne stopnie, jednocześnie nie wiedząc ile jeszcze jest przed nami przez gęstą mgłę. Około godziny 16:40 stajemy na szczycie Diablaka (1725 m.n.p.m.), czyli najwyższym szczycie masywu Babiej Góry, który to często właśnie jest nazywany jako Babia Góra. Jest to najwyższy szczyt Beskidów Zachodnich i poza Tatrami najwyższy szczyt w Polsce. Ponadto jest drugim co do wybitności szczytem tuż po Śnieżce. Wysokość i wybitność masywu Babiej Góry sprawiła, że w XIX w. nadano jej nazwę Królowej Beskidów, z powodu bardzo zmiennej pogody nazywana tez była Matką Niepogód lub Kapryśnicą, a ostatnio mieszkańcy Orawy nazywają ją także Orawską Świętą Górą. Szczyt oczywiście jest zaliczany do Korony Gór Polski.

Jeśli zaś chodzi o nazwę to jej pochodzenie tłumaczą liczne legendy ludowe. Jedna z nich mówi, że jest to kupa kamieni wysypanych przed chałupą przez babę – olbrzymkę, według innej to kochanka zbójnika, która skamieniała z żalu widząc, jak niosą jej zabitego ukochanego. Według innych legend nazwa góry pochodzi od tego, że w jaskiniach pod tą górą zbójnicy ukrywali swoje branki. Nazwa może też mieć powiązanie z niektórymi znaczeniami słowa baba.

Będąc na szczycie szybko dostrzegamy znajdujące się tam obeliski oraz słynny murek za którym część grupy jest już schowana przed silnym wiatrem. Na szczycie robimy dłuższą przerwę na tradycyjne wręczenie certyfikatów zdobywcy. Również dla naszego przewodnika Daniela przygotowaliśmy małą niespodziankę w postaci materiałów promocyjnych Gminy Nysa, które mu wręczamy. Oczywiście robimy sobie pamiątkowe zdjęcia przy tablicy szczytu, a także przy obeliskach. Przez moment na szczycie nawet mgła ustępuje i naszym oczom wyłania się niewielka panorama widokowa. Niestety nie trwa to długo gdyż już po chwili znów mgła zakrywa wszystko. Po wszystkich uroczystościach i zrobieniu zdjęć postanawiamy ruszyć w dalszą drogę. Tym razem już bez podejść, lecz tylko w dół będziemy kierować się w stronę Przełęczy Krowiarki za znakami czerwonego szlaku turystycznego.

Ostatnie metry przed szczytem.
Ostatnie metry przed szczytem.
Ostatnie podejście.
Ostatnie podejście.
Wierzchołek Babiej Góry.
Wierzchołek Babiej Góry.
Mgła chociaż na chwilę trochę odpuszcza.
Mgła chociaż na chwilę trochę odpuszcza.
Trytonki na szczycie Babiej Góry.
Trytonki na szczycie Babiej Góry.

Samo zejście z Babiej Góry już od samego początku jest dość monotonne. Po kilkuset metrach marszu docieramy do szczytu o bardzo ciekawej nazwie, a mianowicie – Gówniak (1657 m.n.p.m.). Jako, że grupa ponownie się podzieliła, mocniejsi idą przed nami, a ja z kilkoma osobami spokojnym tempem schodzę sobie. Postanawiamy zatrzymać się na chwilę przy tablicy i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Przerwa nie trwa długo bowiem przed nami naprawdę kawał drogi na przełęcz, więc ruszamy w dalszą drogę. Zejście bardzo nam się dłuży, brak jakichkolwiek widoków, mgła nie ustępuje. O godzinie 18:20 docieramy na Sokolicę (1367 m.n.p.m.), czyli znane z widoków miejsce. Niestety nie dla nas dzisiaj gdyż mgła nadal nie odpuszcza. Robimy sobie tylko pamiątkowe zdjęcia i schodzimy dalej.

Trytonki na Gówniaku.
Trytonki na Gówniaku.
Sokolica - brak widoków.
Sokolica – brak widoków.

Tuż za przełęczą wkraczamy do lasu, dalsze zejście to już monotonna droga lasem w kierunku przełęczy, na której meldujemy się kilka minut po godzinie 19:00. Na przełęczy znajduje się toaleta oraz sklepik z pamiątkami. W oczekiwaniu na kierowcę wszyscy robią sobie jeszcze jakieś zakupy. A po kilku chwilach dociera na przełęcz nasz autobus. Wsiadamy do środka i ruszamy w długą drogę powrotną w kierunku Nysy, kończąc tym samym kolejną wycieczkę. Mimo kilku nieprzyjemnych sytuacji oraz tego że pogoda popsuła nam nasze plany, ogólnie wycieczkę można uznać za udaną. W końcu udało się zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego, zaliczany oczywiście do Korony Gór Polski. Kiedyś tu jeszcze wrócę z nadzieją na lepsze widoki – a te ze zdjęć w internecie wiem, że są niesamowite.

O Adrian Kołodziej 237 artykułów
Cześć! Nazywam się Adrian i jestem przewodnikiem turystycznym. Od urodzenia związany jestem z Nysą (woj. Opolskie), a swoją przygodę z turystyką rozpocząłem w 2007 roku, kiedy to pierwszy raz wybrałem się na wycieczkę górską w Tatry. Od tamtej pory turystyka to część mojego życia. Swoją pasję postanowiłem rozwijać, dzięki czemu w 2013 roku powstał Świat Gór. Początkowo Świat Gór miał taktować o turystyce górskiej, a dziś jest to blog podróżniczy prezentujący moją turystyczną działalność.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.