Biskupia Kopa 2014

Biskupia Kopa (889 m.n.p.m.) to najwyższy szczyt Gór Opawskich, po polskiej stronie, zarazem najwyższy na Opolszczyźnie. Zapraszam do lektury relacji.

Trasa:

Pokrzywna – Przełęcz pod Zamkową Górą – Srebrna Kopa – Przełęcz Mokra – Biskupia Kopa – Schronisko pod Biskupią Kopą – Przełęcz pod Zamkową Górą – Pokrzywna

Długość: ok. 15 km.

Punkty GOT: 22 pkt.

Szczyty do KGP: 1

Mapa:

Mapa dzisiejszej trasy

Relacja:

Zrobiły się małe zaległości z wpisami na blogu. Ostatnio udało się odbyć trzy wycieczki w góry, lecz z powodu braku czasu, jak do tej pory nie udało mi się ich spisać. Dziś zapraszam na pierwszą z nich – relację z zdobycia Biskupiej Kopy (889 m.n.p.m.).

Niedziela (1.05) tuż po 9.00, melduję się w Otmuchowie skąd zabieram koleżankę Magdę i razem ruszamy w kierunku Pokrzywnej. Nasz dzisiejszy cel to zdobycie najwyższego wzniesienia Polskiej części Gór Opawskich –  Biskupiej Kopy (889 m.n.p.m.). O 10.00 meldujemy się na parkingu w pobliżu hotelu Carina i tu zauważam zmiany, od dłuższego czasu trwają prace przy budowie Interaktywnego Parku Edukacji i Rozrywki ROSENAU „Zaginione Miasto” (więcej informacji tutaj). W związku z budową parku zostały przesunięte szlaki turystyczne o kilkadziesiąt metrów. Chwilę przyglądamy się postępom prac. Zabieramy nasze plecaki i ruszamy na szlak za znakami żółtego i czerwonego szlaku turystycznego.

Informacje o parku z strony internetowej:

Ten park ma szansę stać się hitem turystycznym Polski i przyciągnąć w Góry Opawskie tłumy. Turyści będą w nim nie tylko bawić się i wypoczywać, ale także eksperymentując, zgłębią tajemnice i prawa natury a przede wszystkim będą się tu bać. Jak u Hitchcocka czeka na nich wiele wrażeń, rodem z thrillera i horroru. Ruiny tajemniczego miasta, wyłaniający się z jeziora potwór, sztolnia w której coś straszy, dzikie zwierzęta czające się w czeluściach jaskini, dmuchaniec wyższy od najwyższego opolskiego wieżowca a nad tym wszystkim ciążąca legenda o Rosenau, przeklętym mieście, które nagle zniknęło. Warto odwiedzić ten park, który już wkrótce otworzy się dla turystów i sprawdzić swoje nerwy.

Początek trasy widzie lasem, idzie nam się całkiem dobrze. Pogoda też jest dziś idealna do wędrowania. Po krótkim marszu dochodzimy do Rozdrożna pod Szyndzielową Kopą (435 m.n.p.m.), tutaj pozostawiamy szlak czerwony, którym jeszcze dziś będziemy wędrować, a tymczasem skręcamy w prawo i ruszamy za znakami żółtego szlaku w kierunku polany widokowej. To jest taka ciekawostka, warto obejść Szyndzielową Kopę (533 m.n.p.m.) oraz Zamkową Górę (571 m.n.p.m.), które nie oferują żadnych panoram widokowych i pójść żółtym szlakiem, gdzie w połowie drogi do Przełęczy pod Zamkową Górą trafimy na ciekawą polanę z widokami na Masyw Biskupiej Kopy.

Ruszamy na szlak.

Rozdroże pod Szyndzielową Kopą (435 m.n.p.m.).

Tuż przed godziną 11:00 docieramy do wspomnianej wyżej polany widokowej. Tutaj robimy krótką przerwę na sesję zdjęciową, po której ruszamy w dalszą drogę. Szlak wiedzie spokojnie ku górze, docieramy do Przełęczy pod Zamkową Górą (508 m.n.p.m.). Osobiście bywałem w tym miejscu już parę razy (rokrocznie wybieram się tymże szlakiem na Biskupią Kopę), w zeszłym roku wytyczony został nowy szlak turystyczny, koloru niebieskiego. Prowadzi on z wsi Wieszczcyna na Przełęcz pod Zamkową Górą, jak się okazało wytyczając szlak, wycięto też sporą ilość drzew. Tuż obok przełęczy znajduje się także ciekawa atrakcja, którą jest pewien kamień z którym związana jest legenda, otóż:

Według legendy w Jarnołtówku mieszkała kiedyś dziwna kobieta. Stroniła od ludzi, mieszkała w skromnej chatce pod lasem, a utrzymywała się ze zbierania ziół, owoców leśnych i grzybów. Z powodu jej usposobienia ludzie odsunęli się od niej i zaczęli nazywać ją czarownicą. W tamtych czasach było to poważne oskarżenie, a wyrok sądu bywał właściwie tylko jeden – śmierć. Staruszka nie wytrzymała w końcu presji społeczeństwa Jarnołtówka i pewnego dnia powiesiła się w miejscu zwanym „trzy granice”. Ciało czarownicy znalazł później przechodzący tamtędy myśliwy i natychmiast poinformował o tym władze gmin, których granice zbiegały się w tym miejscu. I tutaj wydarzyła się rzecz niesłychana, bowiem żadna z gmin nie chciała się zająć denatką, zrzucając ten obowiązek na sąsiadów. Sytuacja ta była o tyle patowa, że chociaż kobieta pochodziła z Jarnołtówka, to jej ciało wisiało na terenie Janova, ale na drzewie, które swe korzenie miało na ziemi należącej do Pokrzywnej. W końcu myśliwy sam ją zdjął i pochował nieopodal, a na jej grobie położył biały kamień.

Poszukiwania grobu odkładamy na inny czas, jak do tej pory mi również nie udało się znaleźć grobu czarownicy, kto wie może następnym razem się uda. Teraz jednak ruszamy w dalszą drogę.

Panorama z polany widokowej.

Widok z szlaku na Biskupią Kopę (889 m.n.p.m.).

Widoki

Ruszamy w kierunku przełęczy.

Przełęcz pod Zamkową Górą (508 m.n.p.m.)

Wędrując dalej docieramy do rozejścia szlaków (na Przełęczy pod Zamkową Górą połączyliśmy się znów z czerwonym szlakiem). Żółty teraz idzie dalej na wprost, a my wybieramy czerwony, który przeprowadzi nas przez Srebrną Kopę (785 m.n.p.m.), czyli drugi co do wysokości szczyt Polskiej części Gór Opawskich. Zanim jednak rozpoczniemy podejście, robimy tutaj krótką przerwę na uzupełnienie płynów, musimy mieć więcej siły gdyż podejście na Srebrną Kopę jest dość wymagające.

Po przerwie ruszamy w dalszą drogę i około godziny 12.00 docieramy do polany widokowej położonej tuż pod szczytem Srebrnej Kopy. Jest to świetne miejsce na zrobienie sobie jakiejś dłuższej przerwy czy pikniku, po sporym podejściu. My także planujemy zrobić sobie tutaj dłuższą przerwę, widoczność jest znakomita. Mamy przed sobą widok na Prudnik oraz wschodnią część Gór Opawskich (m.in. Graniczny Szczyt). Przerwa wychodzi nam tak długa, że aż spędzamy tutaj 1 godzinę.

Widoki z polany tuż pod Srebrną Kopą.

Łąka Prudnicka

Prudnik.

Graniczny Wierch (544 m.n.p.m.).

Ostatni rzut oka i ruszamy dalej.

 

 

 

 

 

Po tej godzinnej przerwie ruszamy w dalszą drogą, z tego miejsca pozostaje nam już tylko kilka kroków do szczytu Srebrnej Kopy – drugiego najwyższego wzniesienia w Polskiej części Gór Opawskich. Na szczycie jednak się nie zatrzymujemy na dłużej, robimy tylko fotkę pod tabliczką informującą o zdobyciu szczytu i ruszamy dalej. Przechodzimy dalej, mijamy dwie polany widokowe przy których także robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i docieramy w końcu do Przełęczy Mokrej (707 m.n.p.m.).

No i jesteśmy na szczycie Srebrnej Kopy.

Widoki na czeską stronę.

I kolejne.

Widoki

Kravi Hora (724 m.n.p.m.).

Widoki.

Z przełęczy zostaje nam już ostatnie podejście tym razem bezpośrednio na wierzchołek Biskupiej Kopy (889 m.n.p.m.), przerwy na przełęczy nie robimy, od razu rozpoczynamy podejście. Podejście idzie nam całkiem sprawnie, a końcówka jest bardzo stroma. Po krótkiej chwili jednak meldujemy się przy krzyżu pojednania postawionym w 2005 roku, w miejscu gdzie niegdyś stało schronisko Rudolfsheim.

Wierzchołek Biskupiej Kopy był pod koniec XIX w. popularnym celem wycieczek, a największą atrakcją była istniejąca wówczas wieża widokowa. Napływ coraz większej liczby turystów spowodował konieczność postawienia niewielkiej gospody, która mogłaby zapewnić pożywienie wędrowcom, a w razie złej pogody także noclegi. Zadania tego podjął się sołtys wsi Petrovice, Franz Rudolf, który w 1892 roku postawił skromną, drewnianą chatę, nazwaną Rudolfsheim. Schronisko było dość popularne i wielokrotnie rozbudowywane. Po 2 Wojnie Światowej, schronisko zostało oddane w ręce zakładów włókienniczych z Zlatych Hor. Dalsze jego losy, uwarunkowane sytuacją polityczną i położeniem na granicy państwowej były dość smutne. Zostało opuszczone i pozostawione samemu sobie, a raczej na pastwę złodziei. Częściowo już zrujnowany budynek został w 1954 roku rozebrany. Do dziś pozostały jednak jego kamienne fundamenty.

17 września 2005 roku z inicjatywy gospodarza wieży widokowej, Mirka Petrika, został poświęcony, stojący na polanie, potężny Krzyż Pojednania z napisem w języku niemieckim, czeskim i polskim.

Już prawie na szczycie Biskupiej Kopy.

Z tego miejsca już tylko kawałek po płaskim do wieży widokowej na Biskupiej Kopie. O godzinie 14.30 stajemy na szczycie wieży widokowej na Biskupiej Kopie, także nasz dzisiejszy cel osiągnięty. Jest niedziela, dobra pogoda, a zatem jak zawsze na szczycie cała masa ludzi – na wieży również. Robimy sobie tutaj dłuższą przerwę na podziwianie widoków i zrobienie pamiątkowych zdjęć.

Kamienna wieża widokowa ma wysokość 18 m. Została wybudowana w 1898 roku przez Morawsko-Śląskie Towarzystwo Górskie (MSSGV), zastąpiła drewnianą wieżę która się zawaliła. Budowla została nazwana imieniem cesarza Austrii Franciszka Józefa o czym świadczył napis nad wejściem (Kaiser Franz Josef Warte). Po II wojnie światowej na wieżę można było jeszcze wejść, ale potem ją zamknięto robiąc z niej przekaźnik czeskiej tv. W latach 90 – tych. niedaleko wybudowano maszt tv, a w 1998 roku w 100 lecie istnienia odremontowano ją i udostępniono turystom. Z wieży można podziwiać widoki na okoliczne góry, jeziora miasta. Przy dobrej widoczności dostrzeżemy odległe miejsca m.in Tatry Zachodnie (240 km) i Karkonosze, a także wrocławski Sky Tower.

Kravi Hora (724 m.n.p.m.).

Srebrna Kopa (785 m.n.p.m.).

Prudnik.

Nysa.

Zlate Hory.

Masyw Chrobrego (Masyw Góry Parkowej) od lewej: Tylna Kopa (527 m n.p.m.), Średnia Kopa (543 m n.p.m.) i Przednia Kopa (467 m n.p.m.).

Głuchołazy.

Zlaty Chlum (875 m.n.p.m.).

Sokoli Vrch (967 m.n.p.m.).

W tle Borówkowa Góra (900 m.n.p.m.).

Widoczna wieża na Pradziadzie (1491 m.n.p.m.).

Pricny Vrch (975 m.n.p.m.).

Czeskie Jeseniki.

W dole Zlate Hory.

Żartujemy sobie z Magdą stwierdzając, iż napis ten oznacza 757 metrów nad metrami :)

Po zejściu z wieży widokowej od razu ruszamy w dół, w kierunku schroniska turystycznego, pod wieżą tyle ludzi, że nie ma gdzie usiąść, spory hałas więc nie ma co siedzieć. Rozpoczynamy zejście, które pokonujemy dość sprawnie, trzeba pamiętać, że jest one dość strome i schodzi się po kamieniach, także trzeba uważać na każdym kroku. Nam jednak wychodzi to w miarę sprawnie i po kilku chwilach jesteśmy już w schronisku, a jako, że jest to majówka to właściciele zaplanowali tutaj kilka ciekawych atrakcji. Do atrakcji tych można zaliczyć między innymi weekend z piosenką turystyczną, który prowadził Marek Sołtysiak. Zapachy grillowanej kiełbasy zachęcają nas do zrobienia tutaj kolejnej przerwy. Już po chwili siedzimy przy stole i raczymy się pyszną kiełbaską z grilla. Po takim posiłku nie chce nam się ruszać. Jest tu tyle atrakcji, że chcemy zostać dłużej, ale mamy jeszcze spory kawałek drogi do samochodu, więc zmuszeni jesteśmy ruszać dalej. Tym razem czeka nas zejście najbardziej popularną drogą, którą wielu ludzi zdobywa Biskupią Kopę. Prowadzi nią żółty szlak turystyczny.

Schronisko PTTK „Pod Biskupią Kopą” im. Bohdana Małachowskiego to jedyny taki obiekt w Górach Opawskich. Położone jest na wysokości 850 metrów n.p.m., w pobliżu szczytu Biskupiej Kopy na terenie Parku Krajobrazowego Gór Opawskich. Inicjatorem wybudowania było Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie (Schlesischer Sudetengebirgsverein, SSGV). Od końca XIX wieku niedaleko szczytu działało już schronisko „Rudolfsheim”, ale znajdowało się ono w rękach prywatnych. Projektantem i wykonawcą nowego obiektu został Georg Döring, budowniczy miejski z Prudnika i członek Śląskiego Sudeckiego Towarzystwa Górskiego. W lipcu 1923 r. uroczyście zatknięto wiechę i postanowiono, że schronisko otrzyma nazwę Schroniska Górnoślązaków (Oberschlesierhütte). Oficjalne otwarcie nastąpiło w lipcu 1924 r. W związku z dużą popularnością wśród turystów już w latach 1926 – 1927 dokonano rozbudowy, powstała też nowa droga do schroniska. Podczas II wojny światowej ruch turystyczny był mniejszy, ale nadal schronisko odwiedzali turyści. Przez cały okres niemiecki gospodarzył w nim Hans Mattner, junior z Jarnołtówka, zwany Koppa Hansem. Po 1945 r. schronisko otrzymało nazwę „Pod Biskupią Kopą”, a w 1964 r. imię Bohdana Małachowskiego, krakowskiego działacza turystycznego. Pierwszym polskim właścicielem zostało PTTK z Katowic, a od 1992 właścicielem jest wrocławski oddział PTTK.

Głuchołazy.

Widoki z szlaku 1.

Widoki z szlaku 2.

Głuchołazy.

Schronisko pod Biskupią Kopą.

Las.

 

 

 

 

 

 

Około godziny 16.30 po zejściu żółtym szlakiem docieramy do rozejścia szlaków. My mamy iść dalej niebieskim, ale postanawiamy trochę zboczyć i wybrać się do kolejnej atrakcji podczas dzisiejszej wycieczki, ale nie ostatniej. Tą atrakcją jest Piekiełko (475 m.n.p.m.).

 

W miejscu tym przecinają się trasy dwóch szlaków turystycznych: żółtego i niebieskiego oraz ścieżki przyrodniczo-dydaktycznej. Teren wokół jest malowniczo pofałdowany, jednak największą atrakcją jest nieużytkowany kamieniołom po wydobyciu łupka fyllitowego – „Piekiełko”. Nazwę swoją zawdzięcza legendzie, według której na dnie głębokiego wyrobiska znajdowały się mityczne wrota do piekła. Miejsce to projektowane jest do ochrony jako stanowisko dokumentacyjne. Występuje tu zbiorowisko naskalne z zanokcicą północną, rzadkim gatunkiem paproci o nietypowym wyglądzie (ma bardzo wąskie blaszki liściowe). W okolicy notowany jest również chroniony grzyb szyszkowiec łuskowaty, którego kapelusz ma dachówkowato odstające łuski.

Na ścianach „Piekiełka” odsłaniają się serie pofałdowanych łupków meta-pyłowcowo-iłowcowcy. Wydobywany tu łupek z racji swych właściwości (daje się łatwo dzielić na niewielkiej grubości płyty o dużej powierzchni) wykorzystywany był lokalnie do okładania ścian budynków i produkcji dachówek. W Jarnołtówku i Pokrzywnej do dziś spotkać można stare domy pokryte takimi metalicznie połyskującymi, szarymi płytkami.

Piekiełko

 

Wracamy z powrotem do rozejścia szlaków i rozpoczynamy dalsze zejście, po krótkiej chwili docieramy do kolejnej atrakcji i jedynego takiego miejsca w polskich Sudetach – Gwarkowej Perci.

Gwarkowa Perć to stary kamieniołom, a jego pokonanie związane jest z zejściem po 35-stopniowej drabinie. Jest to jedyne takie miejsce w polskich Sudetach, które przy odrobinie dobrej woli można podciągnąć pod kategorię via ferrat, czyli „dróg żelaznych”. Jeszcze jedna, ale już prawdziwa via ferrata znajduje się w niemieckiej części Gór Łużyckich (Nonnenfelsen).

Gwarkowa Perć.

 

Schodzimy po drabinie, zaliczając kolejną atrakcję. Wychodzimy z kamieniołomu już w Dolinie Bystrego Potoku, skręcamy w lewo idąc ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną oraz niebieskim szlakiem, ruszamy w kierunku kolejnych atrakcji na dzisiejszym szlaku. Po chwili docieramy do pierwszej z nich – nieczynnej skoczni narciarskiej.

Skocznia narciarska zbudowana została przez jednego z mieszkańców Prudnika w 1931 roku. Dopiero z wysokości wyraźnie widać jej zarys, rozbieg i miejsce lądowania zawodników. Skocznia była bardzo popularna i organizowano na niej szereg lokalnych zawodów, a skoki które tutaj oddawano, dochodziły do 40 metrów.

Bystry Potok.

Nieczynna skocznia narciarska.

Przeciwstok nieczynnej skoczni narciarskiej.

Kilkaset metrów za skocznią, czeka nas ostatnie ciekawe miejsce, a mianowicie polana, na której znajduje się miejsce na ognisko oraz kaplica w której w letnie, ciepłe dni odbywają się msze święte. Nie zatrzymujemy się jednak tutaj na długo. Skręcamy za znakami niebieskiego szlaku turystycznego w prawo i ruszamy w kierunku parkingu, gdzie meldujemy się około godziny 18.00.

Kapliczka na polanie.

Tak oto zakończyła się kolejna wycieczka w tym roku, kolejny raz udało się odwiedzić moje ulubione Góry Opawskie. Pogoda nam dopisała, na czas nie zwracaliśmy uwagi stąd wycieczka trwała dość długo. Ale po co się śpieszyć w weekend majowy przy takiej pogodzie.

Adrian Kołodziej
About Adrian Kołodziej 219 Articles
Nazywam się Adrian, od urodzenia związany jestem z Nysą (woj. Opolskie). Swoją górską przygodę rozpocząłem w 2007 roku, kiedy to pierwszy raz wybrałem się na wycieczkę górską w Tatry. Od tamtej pory góry to moja życiowa pasja, którą postanowiłem rozwinąć w 2013 roku tworząc blog: Świat Gór – Czyli blog o górach. Od 2015 roku natomiast moim górskim wyprawom towarzysz moja narzeczona Daria, dużo pomagając mi. Dlatego też stał się naszą wspólną stroną internetową. Zapraszam serdecznie do częstszego odwiedzania naszego bloga.

10 kometarzy on Biskupia Kopa 2014

  1. Właśnie zdobywając Biskupią Kopę w ramach KGP, żałowałam wtedy, że nie zahaczyliśmy o Gwarkową Perć, ale mieliśmy mało czasu. Co do via ferrat, to dla tych którzy mieszkają zwłaszcza na Dolnym Śląsku i chcą rozpocząć przygodę z via ferratami i upewnić się, że taka forma "turystyki" im się podoba, to myślę że Góry Łużyckie jak najbardziej są idealnym miejscem 🙂

  2. super opisana relacja z wyprawy 🙂 my tez juz mamy zdobytą "Biskupią Kopę". Ale miło jest popatrzeć na wasze fotki z widokami i powspominać, myślę że jeszcze kiedyś wrócimy 🙂 POZDRAWIAMY

  3. Szkoda skoczni 🙁 Kiedy byłe tam pierwszy raz stały jeszcze jej dostrzegalne fragmenty. Dobrze, że jest tablica informacyjna i miejsce na odpoczynek.
    Super robota. Świetnie opisana trasa i atrakcje Gór Opawskich.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂

  4. Jako dzieciak bardzo zaciekawiła mnie ta skocznia, a raczej pozostałości po niej. W głowie wyobrażałam sobie wielkie turnieje na niej tak jak to teraz jest np. na Wielkiej Krokwi. Tak, moja wyobraźnia nie zna granic. A co do szlaku niebieskiego i Gwarkovej Perci to jest mój ulubiony fragment, w którym trzeba się troszkę "napocić" 🙂

    • Kiedyś znalazłem informacje, że w planach jest odbudowa skoczni narciarskiej. Póki co cisza w tym temacie. Ale kto wie jeszcze może zobaczymy jakieś skoki u nas w Górach Opawskich 🙂

Zostaw odpowiedz

Podaj swoj email.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.