Grodczyn (803 m.n.p.m.) 2017

Grodczyn (803 m.n.p.m.) to najwyższy szczyt Wzgórz Lewińskich, który razem z ORSO PTTK udało nam się zdobyć w styczniu 2017 roku. Zapraszamy do lektury.

Z życia Świat Gór:

Kontynuujemy opis wycieczek jakie odbyliśmy w tym roku. W tych upałach obecnych przeniesiemy się w trochę chłodniejsze klimaty, bowiem dziś powrócimy do styczniowej wycieczki na Grodczyn. Głównym organizatorem wyjazdu był Oddział Regionalny Śląska Opolskiego PTTK w Opolu, a dokładniej Klub Turystyki Górskiej nr. 21 „Świstak”. W wyjeździe wziął udział Adrian razem z Kasią i Marcinem, a w tym dniu chłopaki odebrali na wycieczce swoje legitymacje i odznaki Przodowników Turystyki Górskiej.

Jeśli chodzi o nas. Co tam u nas słychać? Pochwalimy się sukcesem Adriana. Kto śledzi naszego Facebooka ten wie, o tym iż Adrian nie tak dawno ukończył studia broniąc prace magisterską na Uniwersytecie Wrocławskim na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii. Jak sam mówi zakończone studia dadzą mu więcej czasu na pracę nad rozwojem bloga.

Jeśli chodzi o sprawy turystyczne. W ostatni weekend udało nam się wybrać w góry, tym razem nie z PTTK Tryton, lecz sami jako Świat Gór wędrowaliśmy po czeskiej stronie Gór Opawskich. Zdobyliśmy w świetnych warunkach pogodowych i widokowych Zlaty Chlum oraz Certove Kameny. Dzień później natomiast Adrian wyruszył na samotną wycieczkę rowerową wokół Jeziora Nyskiego śladami biskupa Franciszka Ludwika von Neuburga.

A jeśli chodzi o nasze plany to już 1 lipca ponownie z Trytonkami udamy się na wycieczkę górską w ramach pomysłu Adriana na Jested (1012 m.n.p.m.) i Luz (793 m.n.p.m.). Będzie to kolejny wyjazd w ramach cyklu „Szlakiem Korony Sudetów”. Ponadto już 15 lipca ponownie udamy się na Lwóweckie Lato Agatowe razem z PTTK Tryton. Ponownie odwiedzimy ten świetny festiwal oraz udamy się do najstarszego browaru w Polsce – Browaru Lwówek.

Tyle jeśli chodzi o nas. Tymczasem zachęcamy do czytania naszych relacji, komentowania ich, a także udostępniania. Niech Wasi znajomi również dowiedzą się o naszym blogu Świat Gór. Zapraszamy także na nasz profil na Facebooku oraz na Instagramie.

Trasa:

Lewin Kłodzki – Przełęcz Lewińska – Grodczyn – Ludowe – Duszniki Zdrój

Długość: ok. 10,5 km

Punkty GOT: 14 pkt.

Szczyty do Korony Gór Polski: 0

Relacja:

W sobotę (28.01) przed godziną 8:00 meldujemy się razem z Kasią i Marcinem na parkingu w Nysie przy ulicy Ujejskiego, skąd z przystanku odebrać ma nas autobus jadący z grupą Świstaków z Opola. Koło Turystyki Górskiej „Świstak” przy ORSO PTTK w Opolu jest organizatorem dzisiejszej wycieczki. Udaliśmy się na nią ze względu na fakt iż dziś mają nam przekazać uroczyście legitymacje i odznaki Przodownika Turystyki Górskiej PTTK.

O godzinie 9:45 docieramy razem z Świstakami do Lewina Kłodzkiego gdzie w okolicach słynnego wiaduktu kolejowego pozostawia nas autobus, a my wyruszamy na krótkie zwiedzanie miejscowości. Po drodze mijamy znajdującą się przy prywatnym gospodarstwie figurę św. Jana Nepomucena.

Udajemy się do rynku, gdzie prezes KTG „Świstak” – Dariusz Chądziński, opowiada nam o zabudowaniach znajdujących się w rynku, a także o kolejnej figurze św. Jana Nepomucena znajdującej się przy placu rynkowym. Warto w tym miejscu zamieścić trochę informacji o samej miejscowości:

Lewin Kłodzki to mała gmina położona w Sudetach Środkowych, pomiędzy znanymi uzdrowiskami Kudową Zdrój i Dusznikami Zdrój. Lewin otoczony jest Wzgórzami Lewińskimi i Górami Orlickimi, a na jego południu znajduje się granica z Czechami. Dla pragnących aktywnego odpoczynku znajduje się tu basen kąpielowy i zalew na rzece Klikawa, a także szlaki turystyczne na Homole czy na Grodczyn.

Wiadukt w Lewinie Kłodzkim.

Ruszamy.

Pierwsza figura św. Jana Nepomucena w Lewinie.

Figura św. Jana Nepomucena na rynku w Lewinie.

Kamienice w rynku w Lewinie.

Kamienice w rynku w Lewinie.

Kasia i Marcin.

Dariusz Chądziński opowiada o Lewinie Kłodzkim.

Kasia i Adrian.

Kilka chwil później wędrujemy już dalej za znakami niebieskiego szlaku turystycznego w stronę Przełęczy Lewińskiej. Od razu spotykamy się z trochę innym stylem prowadzenia wycieczek. Z przyzwyczajenia gdy sami prowadzimy wycieczkę w naszym Kole PTTK Tryton, wędrujemy w grupie, a na czele idzie przewodnik bądź przodownik, który dostosowuje tempo do marszu najsłabszego uczestnika wycieczki.

Tutaj jednak każdy dostał wskazówki co do wędrówki i wyznaczony czas na przejście całej trasy. Mamy czas do godziny 16:00 aby dostać się do Dusznik gdzie będzie oczekiwać na nas autobus. W międzyczasie kto szybciej dotrze do miejscowości będzie miał czas na przerwę obiadową.

Nasza grupka już na początku zostaje mocno z tyłu. Postanawiamy towarzyszyć również naszemu przyjacielowi Wojtkowi Kwietniowi, który idzie jako ostatni. I razem chcemy ruszyć na szlak aby zdobyć Grodczyn (803 m.n.p.m.).

Już z początku trafiamy na trudne warunki. Szlak jest trochę oblodzony, a do tego przed nami wyłania się spore podejście na Przełęcz Lewińską. Powoli jednak pniemy się ku górze, systematycznie zdobywając wysokość.

W drodze na Przełęcz Lewińską.

Marcin, Kasia i Wojtuś.

W drodze na Przełęcz Lewińską.

Po kilkunastu minutach docieramy do miejsca z którego wyłania się wspaniała panorama widokowa na okoliczne szczyty górskie oraz położony w dole Lewin Kłodzki. Robimy oczywiście kilka fotek pamiątkowych i ruszamy dalej w stronę przełęczy.

Widoki w stronę Lewina.

Kasia i Adrian.

Kasia i Marcin.

Docieramy na przełęcz, na której znajduje się skrzyżowanie szlaków. My teraz wejdziemy na czerwony Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza, którym to już będziemy wędrować bezpośrednio do Dusznik Zdroju, a w międzyczasie zdobędziemy Grodczyn, na którego wierzchołek nie prowadzi niestety żaden znakowany szlak turystyczny.

Ruszamy więc w dalszą drogę. A przed nami wyłania się kolejne podejście, niestety im wyżej tym na szlaku zaczyna pojawiać się coraz więcej śniegu, a do tego zaczyna też coraz mocniej wiać. Ja sam idę dziś dość mocno osłabiony, ze względu na to iż jestem świeżo po chorobie (a nawet jeszcze trochę chory). Nie poddaję się jednak i powoli własnym tempem wędruję dalej, a szlak prowadzi mnie teraz otwartą polaną gdzie co chwila pojawiają się jakieś widoki.

Widoki w stronę Przełęczy Lewińskiej.

Widok w stronę Przełęczy Lewińskiej.

Kasia i Marcin wędrują w stronę Grodczyna.

Widok w stronę Lewina.

Wędrujemy na Grodczyn.

Docieram powoli do granicy lasu gdzie oczekują na mnie Kasia i Marcin, którzy są dzisiaj o wiele lepiej niż ja dysponowani. Robimy sobie bardzo krótką przerwę na gorącą herbatę z termosu, a po chwili ruszamy w dalszą drogę.

Idąc lasem jest tutaj znacznie więcej śniegu niż na otwartych polanach. Ścieżka jest trochę wąska, a do tego ten śnieg powoduje, że idzie się bardzo ciężko. Ponownie zostaję trochę z tyłu. Nie poddaję się nadal i powoli pokonuję odległość, która z każdym krokiem przybliża mnie do zdobycia kolejnego szczytu zaliczanego do Korony Kotliny Kłodzkiej.

Jak już wspomniałem wyżej na Grodczyn nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, jednak wiedzie tam ścieżka. Niestety w tych warunkach trudno odnaleźć tą ścieżkę ze względu na dużą ilość śniegu. Jednak w pewnym momencie docieramy do takiego jakby rozwidlenia, skąd okazuje się wiedzie ścieżka na szczyt.

Okazuje się że żadne ślady nie wiodą w tamtą stronę, więc stwierdzamy, że cała grupa która idzie przed nami nie zdobyła Grodczyna, tylko przeszła tuż pod szczytem obok niego. My natomiast podejmujemy decyzję, że wejdziemy na wierzchołek właściwy. Wszak potrzebujemy zdjęcie przy tabliczce szczytu do książeczek.

Więc ruszamy na szczyt i od razu napotykamy utrudnienia. Nieprzetarty szlak więc od razu musimy torować, a śniegu jest bardzo dużo. Co chwila zapadamy się po kolana w śniegu. Twardo jednak zmierzamy w stronę szczytu, a po kilku chwilach morderczej walki zdobywamy Grodczyn (803 m.n.p.m.). Kolejny szczyt do Korony Kotliny Kłodzkiej zdobyty, a my teraz robimy krótką przerwę na gorącą herbatę i zrobienie pamiątkowych fotek. Warto w tym miejscu zamieścić więcej informacji o szczycie:

Grodczyn (803 m.n.p.m.) to najwyższy szczyt Wzgórz Lewińskich, będący kulminacją grzbietu o tej nazwie. Grodziec ma charakter wydłużonego w kierunku północny zachód – południowy wschód grzbietu, wydzielonego ostro wciętymi dolinami Wyżnika od południa i bezimiennego potoku od północy. Od wschodu jego zbocza opadają łagodnie ku Obniżeniu Dusznickiemu.

Góra zbudowana jest głównie z łupków łyszczykowych i piaskowców z wkładkami wapieni. Te ostatnie były tu eksploatowane, o czym świadczą stare, zarośnięte kamieniołomy i ruiny wapienników. Przez górę przebiega europejski dział wodny mórz Północnego i Bałtyckiego.

Północne i zachodnie stoki Grodźca trawersuje linia kolejowa z Kłodzka do Kudowy-Zdroju z przebijającym ramię góry, długim na 576  m, tunelem. Na szczycie Grodczyna znajduje się kilkunastometrowej wysokości stalowy maszt przekaźnika telewizyjnego.

Droga na Grodczyn.

Śniegu po kolana.

Ruszamy na Grodczyn.

Kasia.

Marcin.

Grodczyn zdobyty.

Grodczyn.

Grodczyn zdobyty.

Stacja przekaźnikowa na Grodczynie.

Nasza przerwa trwa bardzo krótko ze względu na fakt iż na Grodczynie, bardzo wieje. Jest też bardzo zimno więc stojąc chwilę szybko marzniemy. Dlatego też po chwili rozpoczynamy zejście tą samą drogą którą zdobyliśmy szczyt do rozwidlenia dróg. Schodzi się już łatwiej, bo mamy wyznaczone ślady.

Szybko pokonujemy ten odcinek i wkraczamy na czerwony szlak turystyczny. Przed nami teraz bardzo strome zejście, które dość sprawnie pokonujemy. Ze względu na sporą ilość śniegu w którą się zapadamy możemy się rozpędzić bo w razie czego wystarczy usiąść i się zatrzymamy.

Zejście z Grodczyna.

Kilkadziesiąt metrów dalej ponownie wychodzimy na otwartą przestrzeń, gdzie od razu uderza w nas potężny zimny wiatr. Pojawiają się również widoki na okolicę oraz na znajdujące się w pobliżu ruiny zamku Homole. My natomiast przyspieszamy trochę kroku chcąc jak najszybciej pokonać ten odcinek ze względu na ten mocny wiatr. Jak się okazuje ścieżką tą będziemy wędrować dłuższą chwilę.

Widoki na Wzgórza Lewińskie.

Gomoła się wyłania.

Ruszamy w stronę ruin zamku Homole.

Po niespełna kilometrze drogi docieramy do miejsca w którym nasz szlak skręca, a po kolejnych kilkudziesięciu metrach docieramy do pierwszych zabudowań znajdujących się tuż przy ruinach zamku. Same ruiny aby do nich podejść trzeba zdobyć szczyt Gomoła (733 m.n.p.m.), na który właśnie spoglądamy.

Rezygnujemy jednak z wejścia na szczyt gdyż jak dostrzegamy zalega na nim sporo śniegu, a ponadto do zdobycia wierzchołka trzeba pokonać sporą różnicę przewyższenia. Obecnie jest to nie na nasze siły ze względu że marsz otwartą przestrzenią mocno nas zmęczył. Robimy tylko pamiątkowe zdjęcia z dołu i ruszamy w dalszą drogę. Zanim jednak dalej, warto dodać kilka informacji o tym ciekawym obiekcie:

Zamek Homole to ruiny zamku na wzniesieniu Gomoła (733 m n.p.m.) we Wzgórzach Lewińskich, ponad przełęczą Polskie Wrota. Już w pierwszych wiekach n.e. przez przełęcz Polskie Wrota prowadził wariant szlaku bursztynowego, a we wczesnym średniowieczu była to uczęszczana droga handlowa łącząca Śląsk z Czechami.

W XI w. istniał tam drewniany gródek strzegący traktu. W końcu XIII w. wzniesiono murowany zamek, który stał się centrum państewka von Pannwitzów. Zdobyty przez husytów w 1428 r. stał się ich główną siedzibą na ziemi kłodzkiej. W 1434 r. został zdobyty przez najemników z Wrocławia i Świdnicy lub też ze Strzelina.

Do 1477 r. zamek kilkukrotnie zmieniał właścicieli, drogą sprzedaży bądź dziedziczenia, by w końcu zostać odsprzedanym Hildebrandowi von Kauffungowi z Łużyc i odłączonym od korony czeskiej. Zamek stał się tym samym stolicą niewielkiego państewka obejmującego Duszniki-Zdrój, Lewin Kłodzki i 21 okolicznych wsi.

Potomkowie Kauffunga stali się z czasem rycerzami-rabusiami, co spowodowało, że ich suwerenność przestała być tolerowana: w 1534 r. wojska cesarskie zdobyły zamek, który następnie skonfiskowano, a ostatniego właściciela stracono w Wiedniu. Od 1560 r. zamek stał opuszczony, powoli popadając w ruinę.

Zamek składał się z kamiennego stołpu około 30-metrowej wysokości o cylindrycznym kształcie, otoczonego murem obwodowym. Mur wydzielał dziedziniec o nieregularnych, zbliżonych do prostokąta granicach, długości ok. 45, szerokości ok. 18 m; wieża umieszczona była w jego centrum. Do obecnych czasów zachował się jedynie fragment wieży i kilkumetrowy odcinek muru zewnętrznego oraz ślady suchej fosy.

Ruiny zamku Homole.

Kasia i Marcin.

Idąc dalej zmienia się nieco nasza ścieżka. Ze względu na znajdujące się tutaj zabudowania ścieżka jest wyratrakowana, aby samochody mogły dojechać do posesji. Dzięki dobremu utrzymaniu ścieżki idzie nam się o wiele lepiej, wiatr aż tak już nie przeszkadza mimo iż znów mamy otwartą przestrzeń. Spokojnie wędrujemy dalej, zbliżając się powoli do Dusznik Zdroju gdzie zakończy się ta dzisiejsza wycieczka.

Nasza ekipa.

Okolice Dusznik Zdroju.

Ruszamy do Dusznik.

Piękne krajobrazy.

Ostatni etap naszej wędrówki wiedzie już lasem. Osłonięci od wiatru powoli wędrujemy w stronę Dusznik. Kilka minut po godzinie 13:00 docieramy do zabudowań Dusznik Zdroju, a więc nasza wycieczka dobiega końca do godziny 16:00 mamy jeszcze trochę czasu wiec postanawiamy zjeść sobie obiad w jednej z tutejszych restauracji, a następnie udajemy się jeszcze na Dusznicki rynek aby przybić pieczątki do książeczek.

Jak się okazuje w tym samym dniu w Dusznikach odbywają się zawody biathlonowe, na rynku wystawione są trybuny i potężny ekran. My docieramy już po zawodach, przybijamy tylko w informacji turystycznej pieczątki i wracamy jeszcze na chwilę do restauracji. Około godziny 15:30 wyruszamy z restauracji w stronę zdroju gdzie czeka na nas autobus.

Na sam koniec wycieczki do Dusznik dociera również nasz przyjaciel Wojtek który własnym tempem pokonał cały dystans, idąc spokojnie. Zbieramy go z trasy i ruszamy w drogę powrotną, podczas której zostają nam również wręczone odznaki i legitymacje Przodownika Turystyki Górskiej PTTK. Kim jest ten Przodownik to za jakiś czas opisze na blogu.

Rynek w Dusznikach Zdrój.

Podsumowując samą wycieczkę można uznać za naprawdę udaną, mimo trudnych warunków (dużej ilości śniegu i silnego wiatru), udało nam się przejść bardzo ciekawą trasę, a do tego zdobyć kolejny szczyt zaliczany do Korony Kotliny Kłodzkiej.

Adrian Kołodziej
About Adrian Kołodziej 157 Articles
Nazywam się Adrian, od urodzenia związany jestem z Nysą (woj. Opolskie). Swoją górską przygodę rozpocząłem w 2007 roku, kiedy to pierwszy raz wybrałem się na wycieczkę górską w Tatry. Od tamtej pory góry to moja życiowa pasja, którą postanowiłem rozwinąć w 2013 roku tworząc blog: Świat Gór – Czyli blog o górach. Od 2015 roku natomiast moim górskim wyprawom towarzysz moja narzeczona Daria, dużo pomagając mi. Dlatego też stał się naszą wspólną stroną internetową. Zapraszam serdecznie do częstszego odwiedzania naszego bloga.

3 kometarzy on Grodczyn (803 m.n.p.m.) 2017

  1. Wycieczka była świetna, aczkolwiek zrobię sprostowanie. Na wycieczkach organizowanych przez Klub Górski „Świstak” również na czele idzie przodownik! Co do rozciągłości grupy, obieramy zasadę „każdy idzie swoim tempem”. Mimo wszystko na jakiś większych odpoczynkach staramy się czekać na resztę ekipy, chyba że warunki pogodowe na to nie pozwalają. A co do ominięcia szczytu Grodczyn to oczywiście miało to miejsce. Niemniej nie uważam, żebyśmy nie zdobyli tej góry 😉 Pozdrawiam

    • Hejka. Dziękuję za informację. Dokonałem sprostowania gdyż trochę niefortunnie napisałem. Staram się wypowiadać o stanie faktycznym jaki napotkałem, nie wiem kto szedł na czele bo tego nie widziałem gdyż od razu zostaliśmy z tyłu. Przyzwyczajeni jesteśmy do wędrówek tempem najsłabszego ze względu na zachowanie jednej z najważniejszych zasad dekalogu turysty górskiego (punkt V) 🙂 Może następnym razem gdy się z wami zobaczymy będzie nam dane iść z przodu przy lepszej kondycji hehe 😉
      Pozdrawiam
      Adrian 🙂

      • Nie ma sprawy. 🙂 U nas jest duża różnorodność jeśli chodzi o grupę i jedni wolą iść spokojnym krokiem, inni szybciej pokonywać trasę. Dlatego tak to się rozciąga. Jasne! Zapraszamy na kolejne wycieczki! 🙂

Zostaw odpowiedz

Podaj swoj email.


*