Kurs Sudety Wschodnie – cz II

Kurs Sudety Wschodnie część II! Zapraszamy do lektury relacja z drugiej części szkolenia dla przewodników turystycznych.

Z życia Świat Gór:

Dziś czas na drugą część relacji z kursu dla przewodników po Sudetach Wschodnich w którym udział wziął Adrian. Zapraszamy do czytania naszych relacji, komentowania ich, a także udostępniania. Niech Wasi znajomi również dowiedzą się o naszym blogu Świat Gór. Zapraszamy także na nasz profil na Facebooku oraz na Instagramie.

Relacja:

Pomysł na kurs doszkalający dla przewodników turystycznych po Sudetach Wschodnich zrodził się w 2017 roku. Wtedy to przedstawiciele Oddziału PTTK Tryton w Nysie oraz Biura Podróży Orion Consulting postanowili zorganizować pięciodniowy kurs po najważniejszych miejscowościach Sudetów Wschodnich w Czechach.

Pierwsza edycja kursu cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Niestety nie dane było mi wziąć udziału w tej edycji, na szczęście popularność kursu doprowadziła do tego, że postanowiono zorganizować drugą edycję szkolenia. Tym razem jednak głównym organizatorem zostało Biuro Orion Consulting, a Oddział PTTK Tryton został partnerem wydarzenia.

Pierwsza część szkolenia już za mną – możecie o niej przeczytać tutaj. Pierwszy zjazd miał formę dwudniowego wyjazdu. Początkowo zgodnie z planem miały się odbyć jeszcze dwa jednodniowe wyjazdy w ramach kursu, jednak Wojtek podjął decyzję, aby połączyć dwa wyjazdy w jeden. Stąd też ponownie spotykamy się na dwudniowym zjeździe w nowym 2019 roku.

Tradycyjnie spotykamy się w Nysie w sobotę (12.01) w naszym tradycyjnym punkcie zbiórki skąd wyruszamy do Głuchołaz a następnie do Wieszczyny aby zebrać nocujących w tych miejscowościach kursantów. Na dziś w planie mamy zwiedzanie Zlatych Hor, Jesenika, Jaskini na Spicaku oraz Głuchołaz, na drugi dzień w planie mamy Krnov, Bruntal oraz Karlovą Studankę. Tak więc ruszamy!

Na początek kierujemy się do Zlatych Hor, chociaż początkowo mamy pewne obawy. Plan naszego kursu zakłada zwiedzanie Sanktarium Maria Hilf, które położone jest w górach. Mamy jednak zimę i bardzo dużą ilość śniegu, a także dostaliśmy informacje od ks. Mariusza (opiekuna sanktuarium), że na drodze wjazdowej znajduje się ogromna ilość śniegu. Stąd pytanie, czy damy radę się tam dostać. Decyzję podjął Marcin Nowak – jedziemy! I udało nam się – ogromny szacunek w tym miejscu dla kierowcy bowiem wjazd ponad 50 osobowym autokarem, wąską drogą zasypaną śniegiem wymagała nie lada umiejętności, a nam udało się bezpiecznie wjechać dzięki czemu możemy wejść zwiedzić świątynię.

Wewnątrz czeka już na nas ks. Mariusz Banaszczyk, polski duchowny który został rektorem sanktuarium. My siadamy w ławkach aby wysłuchać historii tego miejsca, a historia ta jest niesamowita.

Początek sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych dał pewien prudniczanin, Martin Thannheiser, który urodził się w tym miejscu. Jego matka, wraz z innymi mieszkańcami Zlatych Hor schroniła się na Přičnym vrchu, uciekając przed wojskami szwedzkimi plądrującymi okolicę. Ostatnią wolą Martina było, by w miejscu urodzenia powiesić obraz Matki Bożej. Wkrótce wizerunek stał się słynny za sprawą cudów, a miejsce przerodziło się w ośrodek pielgrzymkowy kultu maryjnego.

W XVIII stuleciu sanktuarium Maria Hilf – Panny Maryi Wspomożenia Wiernych po raz pierwszy zostało zagrożone zniszczeniem. Z rozporządzenia cesarza Józefa II kaplicę nakazano zburzyć. Szczęśliwie nie znalazł się nikt, kto mógłby to rozporządzenie wykonać, nawet pod groźbą użycia siły przez wojsko.

Przed II wojną światową każdego roku przybywało tu od 80 do 100 tys. pielgrzymów. Po wojnie władze komunistyczne zakazały kultu w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, a w 1973 r. kościół z otaczającymi budynkami – decyzją władz państwowych – wysadzono w powietrze.

W latach 90. XX w. doprowadzono do odbudowy sanktuarium, częściowo wzorując się na dawnej architekturze. Budowę ukończono w 1995 roku, a w uroczystościach inauguracyjnych wzięło udział około 12 000 pielgrzymów ze Śląska, Moraw i innych regionów Czech, Niemiec i Polski. Dziś jest to miejsce pielgrzymkowe trzech narodów: czeskiego, polskiego i niemieckiego.

Warto odwiedzić to miejsce i zapoznać się z jego historią, dodatkowo w pobliżu sanktuarium znajduje się węzeł szlaków turystycznych dzięki którym można stąd dostać się na PRicny Vrch czyli najwyższy szczyt Gór Opawskich czy do ruin zamku Edelstein.

Sanktuarium Maria Hilf
Sanktuarium Maria Hilf
Sanktuarium Maria Hilf
Sanktuarium Maria Hilf
Ks. Mariusz przybliża nam historię sanktuarium
Ks. Mariusz przybliża nam historię sanktuarium
Cudowny obraz.
Cudowny obraz.
Adrian i Marcin
Adrian i Marcin

Wracamy do autobusu i ruszamy w dalszą drogę. Dzień krótki, program bogaty, a warunki na drogach nie sprzyjają. Co może się wydarzyć jeśli za szybko będziemy jechać obrazuje pierwsze z poniższych zdjęć. Nas to jednak nie przeraża, humory dopisują i mkniemy dalej w stronę miejscowości Rejviz.

Takie sytuacje
Takie sytuacje
Humory dopisują
Humory dopisują
Humory dopisują
Humory dopisują

Ponownie musimy pokonać spory podjazd, tym razem do Rejviz. Tutaj również sporo śniegu i ślisko, ale udaje nam się. Meldujemy się w tej malowniczej miejscowości i po wyjściu z autokaru Wojtek zbiera nas przy nim i wyciąga szampana. Skoro mamy Nowy Rok trzeba to jakoś uczcić, także dla każdego kubeczek szampana oraz czapka sylwestrowa. Oczywiście robimy wspólne zdjęcie po czym ruszamy zobaczyć tzw. Chatę Rejviz.

Jest to jedna z atrakcji Rejviz. Chata posiada unikatowe krzesła z przełomu XIX i XX wieku, wykonane przez jednego z mieszkańców, który był stolarzem i tworzył wystrój ówczesnej gospody. Dziś miejscowość jest bardzo znana turystycznie, są ty dogodne szlaki piesze, rowerowe a zimą szlaki biegowe narciarskie. Zaglądamy również na tyły chaty gdzie rozpościera się ciekawa panorama widokowa, a także zaobserwować można narciarzy biegaczy.

Lampka szampana aby się darzyło w nowym roku
Lampka szampana aby się darzyło w nowym roku
Grupowe zdjęcie
Grupowe zdjęcie
Chata Rejviz
Chata Rejviz
Widoki
Widoki
Wnętrze chaty i słynne krzesła
Wnętrze chaty i słynne krzesła

Wracamy do autobusu i ruszamy w dalszą drogę. Zjeżdżamy z Rejviz i wjeżdżamy do Jesenika. Dziś bowiem czas na zwiedzanie miasta (na ostatnim zjeździe zwiedzaliśmy część zdrojową miasta). Zatrzymujemy się na parkingu w pobliżu centrum, wysiadamy i za Marcinem Nowakiem ruszamy na spacer.

Na początek ruszamy w pobliże tzw. Wodnej Twierdzy. Została założona jako budynek wieżowy w połowie XIII wieku. Początkowo była własnością szlachty, później biskupów wrocławskich. Pozostała jedyną fortyfikacją w Jesioniku, bo miasto nie uzyskało prawa do budowy murów obronnych. Dzięki biskupowi Franciszkowi Ludwikowi, po 1730 został odbudowany w obecnej formie. Pod koniec XVIII wieku, pracował tutaj Karl Ditters von Dittersdorf. Twierdza pozostawała w rękach archidiecezji wrocławskiej aż do końca II wojny światowej. Obecnie mieści Muzeum Historii Ziemi Jesenickiej i bardzo ciekawa wystawa dotycząca tzw. procesów czarownic.

Tuż obok twierdzy znajduje się ciekawa kolumna morowa, a za nią Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii. Jest on jednak zamknięty, dlatego do środka nie wejdziemy. Wysłuchujemy kilku ciekawostek o świątyni i ruszamy na rynek.

Rynek miejski Jesenika nie odbiega niczym od większości innych rynków małych miasteczek. Na jego środku znajduje się zabytkowy ratusz, w którym stacjonują władze miasta. Jest on także sercem licznych sezonowych atrakcji kulturowych. Na rynku znajduje się również ciekawa figura św. Jana Nepomucena.

Ostatnim obiektem, który odwiedzamy w Jeseniku jest parterowy budynek z rokokową fasadą, który nosi nazwę Katownia, pochodzącą prawdopodobnie od ostatniego jesenickiego kata, który de facto w nim nie mieszkał.  Otóż stało się to za sprawą czynu, jakiego dokonał w obronie miasta. I nie, nie chodzi tutaj o skrócenie głów zbrodniarzy, tylko o pomoc w obronie miasta przed Szwedami. Kat w roku 1646 orząc swoje pole dostrzegł żołnierzy szwedzkich skradających się ku miastu.

Prawdopodobnie zdradził ich refleks światła odbijający się od hełmu jednego z żołnierzy. Kat, chcąc ostrzec mieszkańców miasta, zaczął biec co tchu w jego stronę, jednak dosięgła go kula wystrzelona przez Szweda. Poniósł on śmierć, jednak nie na marne. Wystrzał broni zaalarmował mieszkańców miasta, dzięki czemu obroniło się ono przed grabieżą. W podzięce poległemu katowi władze miasta postawiło mu kamienny krzyż z dedykacją za jego zasługi. Został on odkopany w roku 1900 i przez to nazwano budynek Katownią.

Dziś Katownia to Punkt Informacji Turystycznej. Po wejściu do środka okazuje się, że pracuje tam polka, która wita nas bardzo serdecznie i rozdaje nam materiały informacyjne dotyczące Jesenika.

Wodna Twierdza w Jeseniku
Wodna Twierdza w Jeseniku
Ratusz w Jeseniku
Ratusz w Jeseniku
Zwiedzamy Jesenik
Zwiedzamy Jesenik
Katownia
Katownia
Adrian wybija pamiątkową monetę
Adrian wybija pamiątkową monetę

Po wyjściu z informacji turystycznej ruszamy na parking w stronę autobusu. Wsiadamy do środka i ruszamy w dalszą drogę. Przed nami dzisiaj jeszcze kilka ciekawych miejsc do odwiedzenia, a na początek wyruszymy do jaskini.

Kilkanaście minut w autobusie i meldujemy się przy Jaskini na Spicaku. Tutaj zostaniemy podzieleni na dwie grupy i ruszymy zwiedzić jedną z piękniejszych jaskiń w tych terenach. Ja osobiście ląduję w drugiej grupie, a z początku korzystam z tego, że z parkingu przy jaskini rozpościera się niesamowita panorama widokowa.

Gdy pierwsza grupa po zwiedzaniu także i my ruszamy na spacer. Czeka nas teraz trochę wysiłku, bowiem musimy zejść po oblodzonych schodach do wejścia do jaskini. Zejście, które latem nie sprawia trudności, dziś może trochę zmęczyć. Dajemy radę.

Jaskinia na Spicaku to najstarsza udokumentowana pisemnie jaskinia w Europie środkowej, pierwsza wzmianka o niej pochodzi już z 1430 roku. Czterystumetrowy labirynt korytarzy i szczelin już za dawnych czasów służył jako schronienie, o czym świadczą liczne napisy epigraficzne na ścianach. Jaskinia ta swoje piękno ukazuje turystom już prawie pół wieku.

Niezwykłe wrażenia przeżyjemy, jeżeli zdamy sobie sprawę, że właśnie przechodzimy przez pomieszczenia wydrążone w marmurach dewońskich, które mają niewiarygodnych 350 – 380 milionów lat. Korytarze mają charakterystyczny sercowaty profil, który wydrążyły wody topniejącego lodowca.

Wrażenie w jaskini robią również zimujące tutaj Podkowce Małe! Na własne oczy możemy zobaczyć te niesamowite i niewielkie nietoperze. Na wiosnę braliśmy udział w ciekawym szkoleniu dot. Podkowców Małych w Głuchołazach, wtedy obserwowaliśmy je na kamerach, a dziś możemy oglądać na żywo!

Panorama widokowa
Panorama widokowa
Zlaty Chlum
Zlaty Chlum
Adrian przy Jaskini na Spicaku
Adrian przy Jaskini na Spicaku
Wnętrze jaskini
Wnętrze jaskini
I widać Podkowca Małego
I widać Podkowca Małego
Malunki w jednej z sal
Malunki w jednej z sal

Po takim zwiedzaniu wypadałoby w końcu udać się na jakąś przerwę obiadową. Tak też czynimy! Wracamy do autokaru i ruszamy do pobliskiej restauracji na obiad. Tutaj dłuższa przerwa na odpoczynek, po której wsiadamy i ruszamy w stronę Głuchołaz, gdzie dziś kończyć będziemy nasze szkolenie.

Ostatnim punktem naszego zwiedzania będzie krótki spacer po głuchołaskim parku zdrojowym razem z Wojtkiem. Po dotarciu na miejsce wysiadamy na placu przy amorku i ruszamy promenadą w stronę Sztolni Trzech Króli, tam spotykamy Zbyszka Błauciaka, który pokazuje nam kolejne gatunki nietoperzy, które zimują w jaskini.

Park Zdrojowy w uzdrowiskowej części Głuchołaz został założony pod koniec XIX wieku. Powstał z inicjatywy ówczesnego Towarzystwa Promenadowego po tym, jak miasto – również staraniem w/w Towarzystwa – w 1877 roku otrzymało status uzdrowiska.

Park został utworzony w dolnej części Przedniej Kopy na obszarze około 2 ha. Na terenie parku oprócz tradycyjnych altanek, pomiędzy okazałymi drzewami wytoczono alejki spacerowe i zainstalowano ławki. Kilka lat temu zaniedbany i zarośnięty teren parku poddany został rewaloryzacji. Odtworzono altanki, alejki spacerowe i mostki, którymi również dzisiaj sobie spacerujemy oglądając efekt rewitalizacji.

Nawiązując do idei wodolecznictwa stosowanego sanatoriach powstałego uzdrowiska, na potoku górskim przepływającym przez park urządzono miejsca, gdzie można zanurzyć nogi i misy do moczenia rąk. Dziś trochę ciężko ze względu na zimę o stosowanie zabiegów, ale latem miejsce to cieszy się dużą popularnością.

Nasz spacer kończymy w górnej części parku przy tzw. Leśnej gdzie czeka na nas już nasz autobus i ruszamy w stronę Wieszczyny, a następnie do Nysy, kończąc tym samym naszą dzisiejszą wycieczkę. Jutro natomiast ostatni dzień szkolenia!

Głuchołazy zdrój
Głuchołazy zdrój
Głuchołazy zdrój
Głuchołazy zdrój
A tutaj Mopki
A tutaj Mopki

Niedziela jak wspomniałem to już ostatni dzień szkolenia. Trzy dni zjazdowe przebiegły bardzo szybko, udało nam się odwiedzić sporo ciekawych miejsc, ale na koniec pozostały kolejne bardzo ciekawe miejsce, które dziś będziemy mieli okazję zobaczyć. Dziś w planie mamy Krnov, Bruntal oraz Karlową Studziankę.

Na początek jednak musimy pozbierać grupę! Wczesnym rankiem wyruszamy z Nysy i ruszamy do Głuchołaz i dalej do Wieszczyny, skąd zbieramy uczestników szkolenia i ruszamy w stronę Śląskiego Manchesteru, jak określany jest Krnov.

Krnov to miejscowość przy granicy z Polską z uroczym ryneczkiem, zamkiem i synagogą. Prawa miejskie Krnov zyskał już w 1260 r. i stał się ważnym grodem na pograniczu śląsko-morawskim. Dziś pozostaje ważnym ośrodkiem kulturalnym czeskiego Śląska.

Po dotarciu na miejsce wysiadamy na parkingu w pobliżu rynku i ruszamy na spacer. Na początek kierujemy się w stronę tutejszej synagogi. Ta została wybudowana w 1871 roku, według projektu architekta Ernsta Latzela, w miejscu, gdzie wcześniej znajdowały się mury obronne, na skraju miasta. Przestała służyć celom kultowym po aneksji Kraju Sudetów przez III Rzeszę w 1938 roku. Z inicjatywy członka rady miejskiej Franza Irblicha zamieniono ją na targowisko co uchroniło ją od zniszczenia.

Po II wojnie światowej budynek służył jako magazyn, a od 1960 roku zamieniono go na archiwum powiatowe. W 1994 roku synagogę zwrócono żydowskiej gminie Ołomuniec. Archiwum przeniesiono do Bruntálu, a synagoga opustoszała. Powódź w 1997 roku uszkodziła archiwalia i samą budowlę. Od 2003 roku synagoga jest administrowana przez stowarzyszenie zarządzające, które wykorzystuje ją m.in. na salę wystawową, koncertową i konferencyjną.

Następnie ruszamy w stronę centrum a po drodze zatrzymujemy się przy Kościele Narodzenia Panny Marii i klasztorze Miniorytów. Historie klasztora i kościoła są nierozłączne z historią Krnova. Minoryci przybyli do Krnova w drugiej połowie XIII wieku, założyli tu klasztor i kościół. Kościół miał wielki wpływ na życie tutejszych ludzi. Minoryci szerzyli między ludźmi nie tylko wiarę, ale i wykształcenie.

W roku 1523 krnovskie i głubczyckie księstwo kupił margrabia Jiří Hohenzollern z Ansbachu. Wraz z nowym władcą przyszła także nowa wiara. Gorliwy zwolennik nauki Lutra kazał wygnać z państwa braci Minorytów. W samym kościele zaczęto magazynować zboże. Klasztor został zamieniony na szpital i markrabską mennicę. Minoryci do Krnova wrócili w roku 1650. W roku 1950 klasztor został zlikwidowany. Odnowiono go znów w roku 1989. Dlatego i dzisiaj w mieście można spotkać Minorytów.

Po chwili postanawiam odłączyć się od grupy i samemu ruszyć na spacer, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia. Zatrzymuje się na rynku gdzie uwagę zasługuje budynek ratusza. Dzisiejszy rynek wybudowany był w latach 1901-1903 według planu wiedeńskiego architekta Moritze Hintragera.

Jest to dwupiętrowy trzyskrzydłowy budynek wykończony mansardowym dachem. Zachodnie, krótkie skrzdło na stronie północnej zakończone jest sześciopiętrową wieżą. Ta ma 52 metry i jest kopią wieży ratuszowej z Währingu, znajdującej się w 18. obwodzie we Wiedniu. Cały budynek wykończony jest wysokim namiotowym dachem zakończonym latarnią. Dachówka ma ciekawą kombinację kolorów.

Następny obiekt, przy którym się zatrzymuję to Kościół św. Marcina. Udaje mi się również wejść do środka, ze względu na to, iż za chwilę rozpocznie się msza święta. Także mam chwilę na pamiątkowe zdjęcia.

Pierwsza informacja o tym kościele pojawiła się ponad 700 laty. Kościół został wybudowany pod patronatem krzyżackim, wiele razy był odnawiany i z czasem rozszerzany. Pierwotna budowla była drewniana, na przełomie XIV i XV wieku został wybudowany kościół z kamienia. Dwie wieże, mające różny wygląd, były częścią miejskiego systemu obronnego. Mają wysokość 67 metrów.

Koło kościoła znajdował się cmentarz. W świątyni znajdują się obrazy nieznanych autorów, które pochodzą z XVIII wieku. U świętego Martina miejsce wiecznego spoczynku znalał Kryštof Bilický z Bilic, który był zamkowym lekarzem polskiego pochodzenia.

W latach 1958 – 1966 kościół św. Martina przeszedł wielką przebudowę. Podczas niej, w roku 1966, na jego północnej stronie, zostały odkryte części fasady okien z najstarszego okresu istnienia budynku. Kościół św. Martina jest zapisany na liście Narodowych Zabytków Kultury.

Tak się rozpędziłem, że grupa mi uciekła. Na szczęście udaje mi się ich namierzyć, a są już w tutejszym zamku. Zamek v Krnovie wybudował już ród Przemyślidów, a to w większości z drewna. Ten jednak podczas władzy Jiřího Hohenzollerna został zburzony i od podstaw wybudowany z kamienia, w latach 1531-1535.

Zamek stracił prawidłowość, kąt prosty. Kształt całej budowli, czego już dziś nie widzimy, był tak dobrze wymyślony, że o krnovskim zamku mówiono: „Jest jak głowa przygotowana na to, aby chwycić atakującego na rogi“. Jego funkcją była przede wszystkim obrona przed atakami z zewnątrz, co osiągnięto dzięki zestawieniu miejskich murów obronnych.

Hohenzollernowie mieli tu swą siedzibę do roku 1622, gdy zamek po konfiskacji uzyskali Lichtenštejnowie. Wszelkie wyposażenie spłonęło podczas pożaru w roku 1779. Zamek już nigdy nie pełnił swej funkcji. W dniu dzisiejszym z zamku korzystają ZLT a. s. i służy on do celów komercyjnych. Dziedziniec jest ogólnie dostępny.

To było ostatnie miejsce, które odwiedzamy w centrum miasta. Wracamy na parking do autobusu i ruszamy w stronę Wzgórza Cvilin, gdzie znajduje się kolejny ciekawy obiekt, który będziemy mieli okazję zobaczyć.

Mowa o Kościele Pielgrzymkowym Marii Panny Siedmiobolesnej. Gdy docieramy na miejsce okazuje się, że wewnątrz trwa msza święta dzięki czemu mamy szczęście, bowiem świątynia jest otwarta (na co dzień ciężko tu się dostać).

Wzgórze Cvilín jest związane z kultem maryjnym już od XIII wieku. Początkowo znajdował się tam posąg Matki Boskiej, w XVI wieku został on niestety zniszczony przez luterański ród Hohenzollernów. Jednak dzięki staraniom przeora karniowskiego zakonu franciszkanów, który szczególnie upodobał sobie to miejsce, już w 1684 roku wybudowano tam drewnianą kapliczkę poświęconą Matce Bożej Bolesnej. Na potrzeby kościoła, lokalny artysta, Heinrich Teuber, podarował dwa obrazy z wizerunkiem Marii Panny z siedmioma mieczami przeszywającymi jej serce. Jak głosi legenda, dzieła powstały w intencji chorej córki malarza.

Po jej cudownym uzdrowieniu Karniów zaczęło odwiedzać tylu pielgrzymów, że drewniana kapliczka nie mogła ich pomieścić. Na początku XVIII wieku postanowiono więc wybudować murowany, barokowy kościół. Kościół NMP Siedmiobolesnej odwiedzają nie tylko wierni. Ze względu na swoje niezwykłe położenie oraz znajdującą się w pobliżu wieżę widokową stanowi atrakcję dla każdego turysty.

Świątynia robi wrażenie, ale wrażenie robi również panorama widokowa na Krnov z tarasu jednej z pobliskich restauracji. Wszyscy się tam udają aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia, a gdy wracamy do autobusu, tam czekają już na nas organizatorzy z porcją pamiątkowych materiałów promocyjnych, które otrzymuje każdy uczestnik kursu.

Synagoga w Krnovie
Synagoga w Krnovie
Ratusz w Krnovie
Ratusz w Krnovie
Kościół św. Marcina
Kościół św. Marcina
Wnętrze
Wnętrze
Zamek w Krnovie
Zamek w Krnovie
Zamek w Krnovie
Zamek w Krnovie
Kościół Pielgrzymkowy Marii Panny Siedmiobolesnej
Kościół Pielgrzymkowy Marii Panny Siedmiobolesnej
Wnętrze świątyni
Wnętrze świątyni
Adrian i Marek Koba
Adrian i Marek Koba
Panorama miasta
Panorama miasta
Góry Opawskie
Góry Opawskie
Marek, Marcin i Wojtek rozdają materiały
Marek, Marcin i Wojtek rozdają materiały

Wsiadamy do autobusu i ruszamy w dalszą drogę, przed nami teraz Bruntal, tamtejszy zamek i historia Krzyżaków. Zapowiada się ciekawie. Chwilę spędzamy w autobusie, mamy czas na jakiś posiłek, bowiem obiad dopiero po zwiedzaniu zamku, a te z połączeniem wręczenia certyfikatów ukończenia kursu zapowiada się na długie.

W końcu docieramy do Bruntalu, zatrzymujemy się na parkingu tuż przy zamku. Wysiadamy i ruszamy na zwiedzanie. Musimy zostać podzieleni na dwie grupy, stąd też trochę rozciąga się oczekiwanie gdyż ja ląduję w drugiej grupie, ale za to mam czas na pieczątki, pamiątki i zdjęcia.

W końcu jednak ruszamy na zwiedzanie głównego zabytku Bruntalu, czyli renesansowo-barokowego zamku, który powstał w drugiej połowie XVI wieku. Jego obecne barokowe kształty są efektem przebudowy, która nastąpiła w latach 1766-1769. Na co warto zwrócić uwagę podczas zwiedzania zamku? Na pewno ciekawym elementem jest sam układ budowli, ponieważ z lotu ptaka widać wyraźnie, że zamek postawiony jest na planie trójkątnym. Ponadto wspaniale prezentują się piętrowe arkady na podwórzu, a także 30-metrowa wieża zegarowa.

Historia zamku także jest dość interesująca. Otóż w XVII wieku zamek przeszedł w posiadanie Zakonu Rycerzy Niemieckich aż do pierwszej połowy XX wieku, kiedy to władze III Rzeszy rozwiązały zakon. Od 1945 roku zamek należy już do państwa. Paniom na pewno przypadną do gustu wytworne pokoje wyposażone w eleganckie meble oraz liczne obrazy. Na uwagę zasługuje sala rzymska z drewnianą mozaiką podłogową i biblioteczką zawierającą kolekcję starych druków. Panów natomiast zainteresuje zbrojownia myśliwska, w której znajduje się kolekcja broni palnej.

Bardzo ciekawa jest również Sala Główna, największa na zamku, której wysokość obejmuje dwie kondygnacje. Sala ta, określana wcześniej jako wielka, powstała w wyniku ostatniej przebudowy w latach 1766-1769. Stanowi ona główne pomieszczenie reprezentacyjne, w którym prawdopodobnie odbywały się wszystkie ważne uroczystości.

Na koniec trzeba wspomnieć o otaczającym zamek parku. Jego powstanie datuje się na wiek XVI. Powierzchnia całkowita parku wynosi 2,5 ha. Znajdują się w nim baszty, resztki murów miejskich, 11 rzeźb i malownicze jeziorko. Pałac otoczony jest przez rozległy park, w którym umieszczono posągi, pozostałości murów miejskich, baszty i jeziorko.

My natomiast docieramy w końcu do tzw. Sali Audiencyjnej, która jest drugą co do wielkości salą w zamku. Nazwa wychodzi z założenia, że w XVIII wieku sala ta przeznaczona była głównie do przyjmowania gości oraz udzielania audiencji, gdyż z jednej strony bezpośrednio nawiązywała do główną klatkę schodową a z drugiej strony prowadziła ona do głównych pomieszczeń namiestnictwa. Uwagę przykuwają także dwa duże obrazy, będące kopiami starszych wzorów.

Tutaj czeka już na nas pierwsza grupa, a po chwili na środek wychodzą organizatorzy kursu, czyli Wojtek Olszewski z Biura Orion Consulting oraz Marcin Nowak, Marek Więckiewicz i Jarosław Srębacz z Oddziału PTTK Tryton, towarzyszy im również kustosz zamku.

Nastała uroczysta chwila. Czas wręczyć certyfikaty ukończenia kursu, choć Wojtek zapowiadał egzamin, oczywiście żartem bowiem był to kurs doszkalający. Kila przemówień. Organizatorzy dziękują wszystkim za udział w szkoleniu mając nadzieję, że zdobyta tutaj wiedza przyda się przy prowadzeniu przyszłych grup w te tereny. Kustosz dziękuje za wizytę i zaprasza do częstszego odwiedzania zamku.

Teraz czas na wręczenie certyfikatów i … niespodzianka, którą przygotował Marcin. Na środek zostajemy wywołani ja, Gosia i Asia, czyli nowi Przewodnicy Terenowi po Województwie Opolskim. Okazuje się, że dotarły długo wyczekiwane legitymacje przewodnickie, które dziś przy takiej okazji i uroczystości zostaną nam wręczone. Chwila, którą zapamiętamy na całe życie!

Marcin, Kasia, Adrian i Marek przed Zamkiem w Bruntalu
Marcin, Kasia, Adrian i Marek przed Zamkiem w Bruntalu
Zamek w Bruntalu
Zamek w Bruntalu
Wielka Sala
Wielka Sala
Jedna z sal.
Jedna z sal.
Zakończenie kursu
Zakończenie kursu
Zakończenie kursu
Zakończenie kursu
Ostatnie pamiątkowe zdjęcie.
Ostatnie pamiątkowe zdjęcie.
Nowi przewodnicy i ich opiekunowie.
Nowi przewodnicy i ich opiekunowie.

Aż się łezka w oku zakręciła. Kurs dobiega końca. Szkoda, że wszystko co dobre szybko się kończy, a do tego jeszcze otrzymane legitymacje przewodnickie. Cóż szczęśliwi opuszczamy zamek i ruszamy na planowaną przerwę obiadową, spacerując m.in. przez rynek w Bruntalu.

Choć rynek w Bruntalu nie jest do końca odnowiony i wiele w nim opuszczonych kamieniczek, to właśnie te elementy tworzą wyjątkowy klimat miasta i pozwalają przenieść się w czasie do okresu jego świetności. Na rynku znajduje się budynek byłego domu szlacheckiego, który pierwotnie pełnił funkcję kwatery dla pracowników zamku bruntalskiego. Stanowi ważny zabytek pod względem urbanistycznym.

My natomiast skręcamy w jedną z bocznych uliczek i ruszamy do restauracji na obiad. Tam kolejna niespodzianka, tym razem dla organizatorów. Uczestnicy kursu z Kudowy przygotowali prezenty w podziękowaniu za świetny kurs dla wszystkich organizatorów i właśnie przy obiedzie te prezenty zostają wręczone.

Rynek w Bruntalu
Rynek w Bruntalu
Pamiątki dla organizatorów kursu
Pamiątki dla organizatorów kursu

Po przerwie obiadowej ruszamy do autobusu, a przed nami ostatni punkt dnia dzisiejszego i całego kursu. Ruszamy do Karlowej Studzianki. W słynnym uzdrowisku klimatycznym wystarczy po prostu oddychać. Czeka tu na kuracjuszy najczystsze powietrze w środkowej Europie!

Karlova Studánka szczyci się ponad dwustuletnią tradycją leczenia chorób układu oddechowego. Dzięki źródłom wody mineralnej, gazom i borowinie leczy się tu choroby układu ruchu, krążenia i naczyniowego. Prawdziwym skarbem jest jednak tutejszy klimat. Uzdrowisko jest bowiem położone na wysokości 800 m n.p.m., wśród dziewiczych lasów, daleko od cywilizacji.

Każdego turystę oczaruje malownicza architektura Karlovej Studánki. Niezapomniane wrażenia pozostawią romantyczne, zabytkowe budynki w stylu empire. Ciekawy jest zameczek myśliwski, który należał do dawnych właścicieli tutejszych włości, kaplica świętego Huberta lub domy zdrojowe Libuszy i Pitnego, gdzie posmakować można tutejszej wody mineralnej.

Oczywiście Karlova Studanka to nie tylko uzdrowisko, ale również góry, na czele z najwyższym szczytem w regionie, czyli Pradziadem (1491 m.n.p.m.), skąd rozciąga się przepiękny widok na okoliczne góry. Warto również wybrać się na romantyczny spacer szlakiem turystycznym wzdłuż Białej Opavy, z licznymi wodospadami.

Zimą Karlova Studánka jest idealnym miejscem wypadowym do ośrodka narciarskiego na Owczarni, a my dziś nie na narty tylko spacerujemy sobie podziwiając niesamowitą architekturę miasteczka i wdychając zdrowe powietrze, aż czuć inne powietrze oddychając.

Kurs Sudety Wschodnie - Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie – Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie - Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie – Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie - Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie – Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie - Karolva Studanka
Kurs Sudety Wschodnie – Karolva Studanka

Na tym nasze szkolenie dobiega końca. Autobus zabiera nas z umówionego miejsca i ruszamy w drogę powrotną do Nysy, kończąc tym samym czterodniowy kurs Sudety Wschodnie czyli doszkolenie dla przewodników turystycznych po Sudetach Wschodnich. Piękna blacha w moich rękach, a teraz pozostaje ruszać z grupami w te tereny.

Adrian Kołodziej
O Adrian Kołodziej 227 artykułów
Nazywam się Adrian, od urodzenia związany jestem z Nysą (woj. Opolskie). Swoją górską przygodę rozpocząłem w 2007 roku, kiedy to pierwszy raz wybrałem się na wycieczkę górską w Tatry. Od tamtej pory góry to moja życiowa pasja, którą postanowiłem rozwinąć w 2013 roku tworząc blog: Świat Gór – Czyli blog o górach. Od 2015 roku natomiast moim górskim wyprawom towarzysz moja narzeczona Daria, dużo pomagając mi. Dlatego też stał się naszą wspólną stroną internetową. Zapraszam serdecznie do częstszego odwiedzania naszego bloga.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.