Lwów 2017 część II

Lwów to jedno z głównych miast Ukrainy. Jedno z najpiękniejszych miast Galicji, które odwiedziliśmy w marcu tego roku. Zapraszamy do lektury.

Z życia Świat Gór:

Wycieczka, do Lwowa której organizatorem było Miejskie Koło PTTK Tryton w Nysie została ogłoszona jeszcze w tamtym roku. Od razu razem z Darią zapisaliśmy się na ten wyjazd. Dla mnie bowiem odwiedzić Lwów, było jednym z marzeń, które teraz w końcu mogło się ziścić.

W marcu tego roku spędziliśmy dwa fantastyczne dni we wspomnianym mieście, a dziś zapraszamy do lektury drugiej części relacji z naszego pobytu.

Jeśli chodzi o nas. Tak jak pisaliśmy sierpień zapowiada się bardzo aktywnie, choć kolejny plan nam odpadł. Ze względów zdrowotnych nie udaliśmy się na rajd Głównym Szlakiem Sudeckim razem z PTTK. W zamian wybraliśmy się w niedzielę na krótki spacer po Kłodzku i zwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. Miejmy nadzieję, że reszta planów wypali, już nie będziemy o nich pisać z nadzieją, że po prostu się spełnią.

Tyle jeśli chodzi o nas. Tymczasem zachęcamy do czytania naszych relacji, komentowania ich, a także udostępniania. Niech Wasi znajomi również dowiedzą się o naszym blogu Świat Gór. Zapraszamy także na nasz profil na Facebooku oraz na Instagramie.

Relacja:

Pierwszy dzień wycieczki do Lwowa o której możecie przeczytać tutaj, zakończyliśmy późnym wieczorem. Zmęczeni po bardzo aktywnym dniu udaliśmy się do hotelu, aby odpocząć, przed drugim równie ciężkim i aktywnym dniem.

Plan na drugi dzień jest następujący, po wyjściu z hotelu tramwajem udamy się na słynne Lwowskie cmentarze. Tam razem z naszą panią przewodnik spędzimy trochę czasu na zwiedzaniu, następnie powrócimy na rynek, gdzie przewidziana będzie przerwa, by na koniec udać się na Wysoki Zamek i tam zakończyć pobyt we Lwowie.

Tak więc plan znamy. Rano o godzinie 7:00 wstajemy, torby mamy już przygotowane do zabrania, ale pozostawiamy je jeszcze w pokoju i udajemy się do pobliskiego kościoła na godzinę 7:30 na mszę. Jak się okazuje na mszę dla prawosławnych. Bardzo ciekawe było to dla nas doświadczenie, zupełnie inaczej msza wygląda niż u nas. Po 30 minutach jednak wychodzimy, aby lekko po godzinie 8:00 zjeść śniadanie w hotelu.

Po śniadaniu pakujemy nasze torby do schowka, aby zwolnić pokoje i udajemy się przed hotel. Gdzie oczekuje już na nas nasza pani przewodnik. Następnie razem z nią ruszamy w stronę przystanku tramwajowego, gdzie po chwili podjeżdża ten właściwy, którym udamy się na Cmentarz Łyczakowski.

Sam przejazd tramwajem to również dla nas ciekawe doświadczenie. Ciężko porównywać kursujące po większych miastach w Polsce tramwaje z tymi jeżdżącymi po Lwowie. Tutejsze są bardzo wyeksploatowane, a także nie należą do najmłodszych.

Ciekawą przygodę przeżyliśmy jadąc tramawajem. Przy zakupie biletów okazało się, że motorniczy nie uznaje wśród Polaków biletów ulgowych, bowiem taka młodzież dla niego nie istnieje. Ten sam starszy pan dał również radę dla pani przewodnik, aby ta zabrała od nas jeszcze 100 hrywien więcej, by mogła zarobić. Natomiast motorniczy przewiezie nas po mieście, a my i tak nic nie będziemy wiedzieć i będziemy szczęśliwy.

To jedyny przykry incydent jaki spotkał nas podczas pobytu we Lwowie. Prawie wszyscy tamtejsi mieszkańcy (poza tym starszym panem anty nastawionym do Polaków), byli dla nas bardzo mili i życzliwy. We Lwowie w niektórych miejscach czuliśmy się nawet jak w Polsce. Także medialne doniesienia o dyskryminacji nie sprawdziły się. A ten incydent pozostawiamy jako wspomnienie dla rozweselenia.

Trytonki w Lwowskim Tramwaju.

Czytnik biletów.

Daria i Marcin.

Po dotarciu do właściwego przystanku wysiadamy i żegnamy się z panem motorniczym, machając mu rękoma. Następnie udajemy się w stronę Cmentarza Łyczakowskiego. Przy wejściu kupujemy bilety na zwiedzanie i udajemy się na dłuższy spacer po tej nekropolii.

Cmentarz Łyczakowski to najstarsza zabytkowa nekropolia Lwowa, położona we wschodniej części miasta na malowniczych wzgórzach wśród specjalnie zaprojektowanego, starego drzewostanu tworzącego szereg alei.

Jest miejscem pochówku wielu zasłużonych dla Polski i Ukrainy ludzi kultury, nauki i polityki. Na cmentarzu znajduje się wiele zabytkowych nagrobków o wysokiej wartości artystycznej, przedstawiających alegoryczne postaci i wizerunki zmarłych, a także liczne kaplice, edykuły, kolumny i obeliski, w różnych stylach. Cmentarz Łyczakowski został założony w 1786. Jest jedną z najstarszych nekropolii istniejących do dziś w Europie.

Na cmentarzu przechodzimy m.in. obok grobu Marii Konopnickiej czy także robimy sobie pamiątkowe zdjęcia przy słynnym nagrobku Juliana Ordona, a także odwiedzamy nagrobek Franciszka Stefczyka, inicjatora zakładania spółdzielczych kas oszczędnościowo-pożyczkowych, znanych później jako Kasy Stefczyka. Wysłuchujemy również ciekawych historii zarówno o nagrobkach pochowanych tutaj Polaków, jak i Ukraińców.

Cmentarz Łyczakowski.

Pani przewodnik opowiada o cmentarzu.

Przy nagrobku Gabrieli Zapolskiej.

Daria przy nagrobku Władysława Bełzy.

Przy nagrobku Marii Konopnickiej.

Nagrobek Juliana Ordona.

Nagrobek Ordona.

Przepiękne nagrobki.

Daria przy jednym z nagrobków Ukraińskich.

Daria przy Ukraińskich nagrobkach.

Nagrobek Franciszka Stefczyka.

Lwów - Franciszek Stefczyk.

Panorama Lwowa z cmentarza.

Z Cmentarza Łyczakowskiego, bezpośrednio przechodzimy na Cmentarz Obrońców Lwowa, znany także jako Cmentarz Orląt Lwowskich. Czyli ta nekropolia bardzo ważna dla naszego narodu. Ogrom krzyży znajdujących się tutaj daje nam do myślenia, robimy sobie oczywiście pamiątkowe zdjęcia, a także odpalamy symboliczny znicz dla pochowanych tutaj rodaków.

Cmentarz Obrońców Lwowa to autonomiczna część cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Zajmuje odrębne miejsce – stoki wzgórz od strony Pohulanki. Znajdują się na nim mogiły uczestników bitwy o Lwów i Małopolskę Wschodnią, poległych w latach 1918–1920 lub zmarłych w latach późniejszych.

Często nazywany jest Cmentarzem Orląt, gdyż spośród pochowanych tam prawie 3000 żołnierzy, część to Orlęta Lwowskie, czyli młodzież szkół średnich i wyższych oraz inteligencja. Nazywany on był przez Polaków miejscem świętym.

Pod koniec I wojny światowej, gdy rozpadały się Austro-Węgry, dowództwo wojsk austriackich we Lwowie sprzyjało dążeniom kół ukraińskich do przejęcia władzy w mieście. Skutkiem tego w październiku 1918 w mieście stacjonowało kilka tysięcy żołnierzy narodowości ukraińskiej, przy braku we Lwowie żołnierzy narodowości polskiej wysłanych na inne, odległe od Lwowa odcinki frontu.

Na początku października 1918 parlamentarna reprezentacja ukraińska postanowiła zwołać do Lwowa mężów zaufania ze wszystkich ziem Austro-Węgier: Galicji Wschodniej, Bukowiny, Rusi Zakarpackiej. 19 października 1918 na zjeździe we Lwowie ukonstytuowała się Ukraińska Rada Narodowa. Przyjęła ona rezolucję o utworzeniu państwa ukraińskiego, w którego skład miała wejść Galicja Wschodnia po San.

28 października została utworzona w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna (PKL). Komisja ta miała przyjechać do Lwowa i przejąć władzę nad całą Galicją, instalując się w ówczesnej stolicy. Wiadomość o tym przyśpieszyła wystąpienie Ukraińców.

1 listopada 1918 nad ranem Ukraiński Komitet Wojskowy przy pomocy żołnierzy ukraińskich ze stacjonujących w mieście austriackich pułków Obrony Krajowej opanował najważniejsze gmachy publiczne we Lwowie. Wprawdzie Ukraińcy przejęli władzę wojskową od austriackiej komendy wojskowej, a władzę cywilną od namiestnictwa, jednakże nie zdołali opanować całego Lwowa.

Już od rana 1 listopada spontanicznie powstały dwa polskie punkty oporu. Polacy stanowiący przeważającą większość mieszkańców Lwowa nie mogli się pogodzić z myślą, że polskie miasto zostanie opanowane przez mniejszość ukraińską. Po pierwszym szoku do walczących placówek zaczęła napływać przede wszystkim młodzież. Żywiołowo i spontanicznie tworzono różne grupy i małe oddziały, które na własną rękę prowadziły walkę partyzancką.

Już w pierwszych dniach w zachodniej części miasta tworzono oddziały i pododdziały, dowodzone przez młodszych oficerów i podchorążych, wywodzących się przede wszystkim z Legionów i POW, a także z armii austriackiej.

W walkach we Lwowie po stronie polskiej do 22 listopada 1918 włącznie uczestniczyło z bronią w ręku lub w służbach pomocniczych 6022 osób, w tym 1374 uczniów szkół powszechnych i średnich oraz studentów. Zginęło lub zmarło od ran 439 żołnierzy i członków wojskowej służby sanitarnej, w tym 12 kobiet. 120 poległych było uczniami, a 76 studentami wyższych uczelni.

W czasie walk o Lwów poległych grzebano na prowizorycznych cmentarzykach w pobliżu poszczególnych punktów oporu, między innymi obok Szkoły Kadetów, szkoły im. H. Sienkiewicza i w ogrodzie Politechniki.

Po wygaśnięciu walk polskie władze Lwowa postanowiły ekshumować ciała zabitych i przenieść je na specjalnie wydzielony obszar, przylegający od strony Pohulanki do cmentarza Łyczakowskiego. Sprawą tą zajęło się powołane w 1919, z inicjatywy Marii Ciszkowej towarzystwo Straż Mogił Polskich Bohaterów.

Po zgromadzeniu odpowiednich funduszy rozpisano w 1921 konkurs na mauzoleum obrońców Lwowa, którego laureatem został student Wydziału Architektury Politechniki Lwowskiej Rudolf Indruch – uczestnik walk o Lwów.

W 1936 Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uregulowało formalnie kwestię pochówków na cmentarzu, określając funkcjonowanie cmentarza w zamkniętej formie i dopuszczając chowanie na nim wybitnych obrońców Lwowa.

Odwiedzamy również kaplicę, w której przedstawiciel polskiego towarzystwa opiekującego się cmentarzem opowiada nam jego historię. Po krótkiej lekcji historii ruszamy w drogę powrotną w stronę wyjścia z nekropolii i dalej w stronę przystanku tramwajowego.

Cmentarz Orląt Lwowskich.

Jeden z licznych pomników.

Cmentarz Obrońców Lwowa.

Kaplica.

Trytonki na Cmentarzu Orląt Lwowskich.

Odpalamy znicz dla poległych.

Cmentarz Orląt Lwowskich.

Ogrom krzyży.

Wnętrze kaplicy.

Kaplica z zewnątrz.

Ostatni rzut oka na cmentarz.

Z cmentarzy udajemy się na Lwowski Rynek. Gdzie organizatorzy przewidzieli dłuższą przerwę na zrobienie jakiś zakupów, a także na ewentualny obiad. My razem z grupką znajomych udajemy się na małe zakupy. Krążymy po różnego rodzaju sklepach poszukując jakiś pamiątek dla naszych najbliższych.

Udajemy się również do restauracji, w której wczoraj jedliśmy obiad, aby dziś i tam ponownie zjeść posiłek. Odwiedzamy również targowisko, gdzie można znaleźć wiele ciekawych staroci wartych zakupienia. Tego jednak nie czynimy, bowiem, gdy kupcy słyszą, że jesteśmy z Polski, ceny za wszystkie rzeczy nagle bardzo wzrastają.

Kilka chwil spędzamy również na zrobieniu sobie pamiątkowych zdjęć przy obiektach, przy których wczoraj nie mieliśmy się czasu zatrzymać. Na sam koniec udajemy się do browaru, aby wykorzystać otrzymany wcześniej bon. Tam również został wyznaczony punkt zbiórki dla naszej wycieczki skąd razem mamy wyruszyć do hotelu. My jednak też z tego nie korzystamy i za zgodą Marcina ruszamy grupką sami do hotelu, aby być wcześniej i jeszcze udać się do sklepu wydać ostatnie hrywny.

Poczta Muszyński.

Czarna kamienica z prawej.

Po dotarciu do hotelu oczekujemy na resztę grupy. Razem zabieramy rzeczy i wsiadamy do autobusu, aby udać się do ostatniego punktu naszego pobytu we Lwowie, czyli wspomnianego na początku relacji Wysokiego Zamku. Przejeżdżamy przez miasto wysłuchując jeszcze od naszej pani przewodnik kilku ciekawostek, podziwiamy zza okien jego uroki i powoli zmierzamy w stronę wzgórza zamkowego.

Wysoki Zamek we Lwowie to murowany, gotycki zamek królewski we Lwowie, wzniesiony w II połowie XIV wieku przez króla Polski Kazimierza III Wielkiego. Zniszczony w 1704 roku, rozebrany w roku 1772.

Wysoki Zamek, wraz z miastem, wzniósł Kazimierz III Wielki po przyłączeniu Rusi Czerwonej do Polski. Zamek zlokalizowano na miejscu drewnianego grodu księcia Daniela Halickiego, który to gród w 1261 roku został zburzony na żądanie Tatarów.

W 1648 roku, w czasie powstania Chmielnickiego, zamek został zdobyty i spalony przez wojska kozackie pod dowództwem Maksyma Krzywonosa. Odbudował go komendant Lwowa, Krzysztof Grodzicki, w 1653 roku. W 1655 roku zamek wytrzymał kolejne oblężenie kozackie, a w 1672 także oblężenie Turków.

W 1695 roku obronił się przed Tatarami. W XVIII wieku zaczął popadać w ruinę. W 1704 roku został zdobyty i zniszczony przez wojska szwedzkie pod wodzą Karola XII. Po zajęciu Lwowa przez Austriaków większość murów zamkowych została rozebrana. W 1869 roku, w 300-lecie unii lubelskiej, na ruinach jednej z baszt usypano kopiec nazwany Kopcem Unii Lubelskiej. Do dnia dzisiejszego przetrwał tylko fragment jednej ze ścian zamkowych.

Po dotarciu na miejsce zostawiamy autobus na parkingu i udajemy się na krótki spacer na wzgórze zamkowe. Czeka nas kawałek podejścia, który jednak dla większości grupy nie stanowi żadnego problemu. Bowiem większość z uczestników wycieczki, to aktywni turyści górscy. Więc klimat górski we Lwowie to dla nich dodatkowa atrakcja, wśród tych ludzi jesteśmy oczywiście my z Darią.

Gdy docieramy na wierzchołek wzgórza zamkowego naszym oczom wyłania się usypany kopiec, na który teraz rozpoczynamy podejście. Po dotarciu na samą górę naszym oczom wyłania się wspaniała panorama na całe miasto. Z góry Lwów robi jeszcze większe wrażenie, jego ogrom jest niesamowity. Miasto rozciąga się po horyzont, a warunki pogodowe pozwalają nam cieszyć się tą panoramą. Robimy sobie na szczycie pamiątkowe zdjęcia, a także fotografujemy panoramę widokową.

Niestety ze względu na silny wiatr (mimo świetnych warunków widokowych, dość mocno wieje), jesteśmy zmuszeni szybko opuścić kopiec i zejść nieco niżej do poziomu drzew na wzgórzu zamkowym, aby schronić się przed wiatrem.

Lwów panorama.

Panorama Lwowa.

I kolejna panorama.

Świat Gór.

Okolice rynku. Widoczna wieża z ratuszem.

Flaga Ukrainy na kopcu.

Przed nami pozostał już ostatni punkt programu wycieczki. Wszyscy uczestnicy wycieczki złożyli się a my z Darią oraz Agnieszką, Patrykiem, Arturem i Krystianem zakupiliśmy dla Marcina i Kasi, czyli głównych organizatorów wycieczki pamiątki, które właśnie teraz będziemy chcieli wręczyć w podziękowaniu za zorganizowanie tej świetnej wycieczki.

Tej wycieczki nie byłoby również gdyby nie Jarek, który również włożył wiele w organizację i przygotowanie tej wycieczki. Stąd też i dla niego skromny upominek przygotowaliśmy. Taki miły akcent przygotowaliśmy na zakończenie wycieczki.

Na koniec już Marcin wraz z pozostałymi członkami zarządu dokonuje wręczenia legitymacji nowym członkom PTTK, a także w podziękowaniu dla pani przewodnik w imieniu całej grupy wręcza album o Nysie, na pamiątkę po naszej grupie. Robimy sobie oczywiście po tych uroczystościach pamiątkowe ostatnie zdjęcie i ruszamy w stronę autobusu.

Po dotarciu do autobusu zjeżdżamy do miasta gdzie pozostawiamy naszą panią przewodnik, jeszcze raz jej dziękując za oprowadzanie przez te dwa dni po Lwowie naszej grupy. A następnie ruszamy w drogę powrotną do Nysy.

Podziękowanie dla Pani Halinki naszej przewodniczki.

Podziękowanie dla organizatorów.

Kasia i Marcin.

Uśmiechnięty jak zawsze Jarek.

Przemówienie Marcina.

Jerzy Strzelczyk odbiera nową legitymację.

Daria i Adrian.

Ostatnie grupowe zdjęcie we Lwowie.

Kopiec na Wzgórzu Zamkowym.

Na granicę dojeżdżamy ok. godziny 19:00 i tutaj zaczyna się horror, droga została kompletnie zablokowana przez samochody (jak się domyślamy przewożące niewłaściwy towar). Jak się okazuje kilka chwil na granicy będzie zmiana, więc pozostaje nam czekać na zablokowanej dwupasmowej drodze, gdzie samochody ustawiły się tak że jest ich po 5-6 na całej drodze.

W końcu jednak udaje nam się jakoś przedostać i ruszyć na granicę. Większość samochodów pozostaje, zapewne do rana w oczekiwaniu na „korzystniejszą” zmianę, a my wkraczamy na odprawę. Strona ukraińska mija nam szybko, natomiast najdłuższe oczekiwanie czeka nas po stronie polskiej, gdzie będziemy musieli wyjść z autobusu, aby udać się na odprawę do osobnego budynku.

Tam jednak jak się okazuje jesteśmy sprawdzeni bardzo szybko, gdyż jak mówią nam celnicy – widać, że jesteśmy turyści, a do tego wczoraj wjechaliśmy a dziś już uciekamy, więc nie ma co robić aż tak szczegółowego przeszukiwania. A więc nam się udało. Lecz i tak na granicy spędziliśmy kilka godzin i wyjechaliśmy ostatecznie po godzinie 21:30.

Przed nami teraz całonocna podróż do Nysy, gdzie docieramy około godziny 5:00. Więc jest jeszcze czas na krótką drzemkę, a na godzinę 8:00 do pracy. Tak kończymy ten wspaniały weekend. Dwa dni we Lwowie to było coś wspaniałego, a dla mnie to spełnienie marzeń, gdyż właśnie jednym z nich było odwiedzenie Lwowa. Z Darią wiemy jedno, jeszcze nie raz tam powrócimy, a mamy jeszcze co zwiedzać.

Na koniec pozostaje nam napisać:

„Bo gdzie jeszcze ludziom 
Tak dobrze jak tu? 
Tylko we Lwowie!”

Adrian Kołodziej
About Adrian Kołodziej 145 Articles
Nazywam się Adrian, od urodzenia związany jestem z Nysą (woj. Opolskie). Swoją górską przygodę rozpocząłem w 2007 roku, kiedy to pierwszy raz wybrałem się na wycieczkę górską w Tatry. Od tamtej pory góry to moja życiowa pasja, którą postanowiłem rozwinąć w 2013 roku tworząc blog: Świat Gór – Czyli blog o górach. Od 2015 roku natomiast moim górskim wyprawom towarzysz moja narzeczona Daria, dużo pomagając mi. Dlatego też stał się naszą wspólną stroną internetową. Zapraszam serdecznie do częstszego odwiedzania naszego bloga.

Be the first to comment

Zostaw odpowiedz

Podaj swoj email.


*